niedziela, 11 maja 2014

Rozdział jedenasty

Rozdział ze specjalną dedykacją dla Little Liar. Za jej cudowne, długie komentarze, za to, że czyta to coś co tutaj co jakiś czas publikuję oraz za to, że sama prowadzi wspaniałą historię pełną uczuć i poświęceń. Czytając kolejne rozdziały twojej opowieści zapominam o Bożym świecie i odrywam się do tej ponurej rzeczywistości, za co ci bardzo, ale to bardzo dziękuję <3333

          Przekroczył próg szpitala. Pewnym krokiem skierował się do rejestracji. Kiedy dowiedział się tego, czego chciał, ruszył szybko przed siebie.
Chwilę później zauważył swojego przyjaciela rozwalonego w wygodnej pozycji na różowym, plastikowym krzesełku. W rękach trzymał swoją czapkę. Podszedł do niego.
- Nie za wygodnie ci? - spytał.
- Zrobiłbyś to samo, gdybyś siedział tutaj trzecią godzinę - odparł chłopak.
Usadowił się obok niego.
- Czemu tak długo?
Westchnął.
- Musieliśmy czekać, bo przywieźli jakieś dzieci z wypadku. Później lekarz gdzieś poszedł. Dosłownie pięć minut temu wzięli ją do gabinetu.
Podrapał się po głowie.
- Zostanę z nią i odwiozę ją do domu - rzekł. - I poważnie sobie z nią porozmawiam. Nicolas powiedział mi to i owo.
Maximiliano podniósł się z krzesła. Rzucił mu kluczyki od samochodu.
- Chciałbym się dowiedzieć o co chodzi, ale teraz nie mam czasu - powiedział. - Lecę do szkoły, mam zajęcia za dziesięć minut. Zdzwonimy się.
I nim ten zdążył mu odpowiedzieć, już ruszył w kierunku skąd sam Leon przyszedł.
Oparł głowę na ręce i wbił wzrok w ścianę.
Takie czekanie było nużące, nawet jeśli czekało się na swoją przyjaciółkę. Miał jednak szczęście - po dwudziestu minutach drzwi obok otworzyły się, a ze środka wyszła Camila z pielęgniarką.
- Tak jak pani powiedziałam - rzekła kobieta. - Proszę nie nadwyrężać nogi.
Ruda mruknęła coś pod nosem. Widać było, że jest zdenerwowana.
Podniósł się z krzesła i podszedł do nich.
Dziewczyna spojrzała na niego, po czym skierowała swój wzrok w podłogę.
- Dzień dobry - przywitał się z pielęgniarką. - Jestem znajomym. To coś poważnego?
Uśmiechnęła się lekko.
- Nie, nie - zaprzeczyła. - Zdezynfekowaliśmy i zaszyliśmy ranę, wszystko jest w porządku. Jednak jak już mówiłam, pana koleżanka nie może nadwyrężać nogi. I polecam trochę więcej ostrożności podczas jazdy.
- To nie była moja wina. - Camila podniosła głowę.
On znał prawdę i wiedział, że dziewczyna się myli. Ale przecież nie będzie jej tego wszystkiego tłumaczył tutaj, w szpitalu.
- Dziękujemy - rzekł. - Mogę ją już zabrać?
- Tak, oczywiście. Do widzenia.
Ruszyła korytarzem w prawo, a po chwili zupełnie zniknęła z punktu widzenia.
Leon odwrócił się w stronę Cami.
- Odwiozę cię do domu. - Wyciągnął do niej rękę.
Spojrzała na nią, a później na niego.
- Umiem chodzić. - Prawie że warknęła.
Podniósł brwi do góry.
- Jak twoja noga? - spytał.
- Jeszcze mi jej nie odcięli - przypomniała mu. - Ani na wózku nie jeżdżę. Kuli ani balkonika też nie potrzebuję, sama dam sobie świetnie radę.
Westchnął i założył ręce na piersi.
- W porządku - zgodził się. - Idziemy.
Ruszył do przodu, a ona zaraz obok niego. Szedł wolniej, aby dostosować swoje tępo do niej. Utykała lekko, zaciskała zęby, ale starała się nie dać nic po sobie poznać. Ale Leon - tak samo jak Maxi - znał ją na wylot i widział jak się męczy.
Ale cóż - była uparta i nawet jeśli zaproponowałby jej ponowną pomoc, na pewno by odmówiła, a nawet nawrzeszczała na niego przy tych wszystkich ludziach.
Wyszli ze szpitala.
Zeszli po schodach. Chwycił ją za łokieć, kiedy prawie się przewróciła. Nie podziękowała mu, ale też nie wydarła się na niego. Coś niebywałego.
- Masakra... - mruknęła kiedy wsiadła do samochodu.
- Co jest tak wielką masakrą? - Przekręcił kluczyk w stacyjce i samochód ruszył.
- Wszystko - odparła. - Spójrz na mój kombinezon. Do niczego się nie nadaje. Nie mam kasy na nowy!
Zamknęła oczy i oparła głowę o szybę. Wbiła wzrok w szybko przemieszczający się obraz za oknem.
- Na razie nie będzie ci potrzebny.
Odwróciła się gwałtownie w jego stronę.
- Co masz na myśli? - zmrużyła podejrzliwie powieki.
- To, że przez najbliższy czas masz zakaz dotykania motoru.
Zaśmiała się z irytacją.
- Bo co? Bo ty tak mówisz?
- Bo mówię tak ja, Maxi, Nicolas i reszta ludzi z toru.
- Przecież to jest nie moja wina, że hamulce były zepsute.
Zwolnił trochę tak, aby móc na nią spojrzeć.
- Nie, to nie hamulce były zepsute - odparł. - To ty pomyliłaś hamulec z gazem.
Zamrugała szybko. Prychnęła.
- A ty skąd to niby wiesz?
- Rozmawiałem z mechanikami. Sprawdzili to.
- No to się musieli pomylić. Nie jeżdżę od wczoraj, żeby się tak pomylić. Dziesięć lat to trochę dużo, nie uważasz?
Westchnął.
- Camila, nikt nie próbuje wmówić ci nieprawdy - rzekł. - Ale tak było, nie zaprzeczaj.
- Jak mam do cholery nie zaprzeczać? - Podniosła głos. - Chyba wiem lepiej jak wygląda jazda na motorze, tak? W życiu nie popełniłabym takiego błędu, za kogo ty mnie masz?!
Zjechał na pobocze i zatrzymał samochód. Odwrócił się w stronę Camili.
- Nie mówię, że nie umiesz jeździć, ani nic w tym stylu - wyjaśnił. - Tłumaczę ci tylko, że...
- To mi nie tłumacz! - Przerwała mu. - Ile ja mam lat? Jestem dorosła, wiem co robię!
Złapał ją za ramiona i potrząsnął lekko.
- Dziewczyno, przemęczasz się! - On również powoli przestawał hamować swoje emocje. - Chcesz się wykończyć? Nie słuchasz moich próśb, próśb Maxiego, to kto może ci przemówić do rozumu?
Odgarnęła włosy z twarzy i spojrzała na niego spod byka.
- Możecie zostawić mnie w spokoju i nie prawić mi kazań? - warknęła. - Zostawiłbyś co kochasz?
- Nikt nie każe ci tego zostawiać!
- Zostawiłbyś Dolores, gdybym powiedziała, że się przemęczasz? - ciągnęła. - Zostawiłbyś coś co jest dla ciebie najważniejsze?
Nie odpowiedział. Zamilkł. Puścił jej ramiona dopiero po chwili i odezwał się.
- Nie porównuj Dolores do motocrossu. - Odwrócił się i znów odpalił samochód. - To zupełnie co innego.
Wjechali z powrotem na drogę.
Jechali w ciszy. Żadne nie odważyło się odezwać.
Camila wiedziała, że przesadziła. Przecież Leon tylko się o nią martwił, chciał dla niej dobrze, zresztą tak jak Nicolas i Maxi, a ona co? Wiedziała, że jego córka jest dla niego całym światem, że jego życie bez Dolores straciłoby sens. Zrobiłby dla niej wszystko, podał gwiazdkę z nieba, uniżył księżyc, wszystko.
Nie powinna się tak zachować i sama doskonale o tym wiedziała.
Ale jej też było ciężko. Ona też byłaby zupełnie inna gdyby nie motocross. Tak naprawdę, to była jedyna rzecz, którą naprawdę kochała.
Nawet nie zauważyła, kiedy samochód się zatrzymał. Podniosła głowę, a przez szybę zobaczyła już swój dom.
- Poczekaj. - Widząc, że Leon chce wysiąść, chwyciła go za rękę. Spojrzał na nią wyczekująco. - Przepraszam.
Spuściła wzrok.
Było jej wstyd, że tak się zachowała. Potępiała się za swój porywczy charakter. Dlaczego nie mogła być spokojną, ułożoną dziewczynką słuchających rodziców?
Ale nie wiedziała, że jej przyjaciele kochają jej właśnie za to jaka jest w środku.
- Za co przepraszasz?
Choć doskonale to wiedział, to chciał to usłyszeć z jej ust.
- Nie powinnam. - Wbiła wzrok w swoje nogi. - Ale... po prostu ostatnio znowu się wszystko chrzani. Mama wydzwania dzień w dzień, ojciec tak samo. Ciągle namawiają mnie na te studia medyczne. A mało tego dzisiaj wykładowca powiedział mi, że jak tak dalej pójdzie, to nie zaliczę roku. I jeszcze to dzisiaj. Nie mam już siły, na dodatek rodzice mają przyjechać jutro, niby w odwiedziny, tak mi powiedzieli, ale jak byli w zeszłym tygodniu, to przysięgam ci, że nie było to miłe spotkanie rodzinne.
Westchnęła ciężko.
Leon zmarszczył czoło.
- Byli w zeszłym tygodniu? Dlaczego nic nam nie powiedziałaś?
- Nie chciałam was męczyć - odparła. - Ciągle mi pomagacie, nie chcę, żebyście pomyśleli, że wymagam za dużo. Tylko powiedz mi, do cholery, dlaczego to wszystko właśnie mnie spotyka?
I już nie wytrzymała. Rozpłakała się jak dziecko, kolejny raz w tak krótkim czasie. Kolejny raz jej łzy wywołali rodzice, ludzie, którzy ją wychowali i których tak bardzo kochała. Jednak miłość miłością, a ona nie ma w sobie tyle siły, aby to wszystko przetrwać.
Delikatnie odwrócił ją w swoją stronę i dosłownie zmusił, aby na niego spojrzała.
- Niczym nas nie męczysz - rzekł. - Jesteśmy twoimi przyjaciółmi, chcemy ci pomagać i będziemy to robić.
- Obarczam was swoimi problemami, ja...
- Nie - przerwał jej. - Nawet tak nie myśl. Camila, Maxi i Leon, pamiętasz? Pamiętasz naszą przysięgę, którą złożyliśmy gdy byliśmy takimi małymi smarkaczami? A może pamiętasz jak pomagałaś mi się zajmować Dolores, gdy nie umiałem jej nawet pieluchy zmienić? Jak mleka nie umiałem jej ugotować? - Uśmiechnęła się lekko pod nosem przypominając sobie to wszystko. - A ty, Cami... ty jesteś silna. Dasz sobie radę, tylko po prostu za dużo bierzesz na siebie. Musisz trochę zwolnić i rozejrzeć się, czy aby nic nie nadjeżdża z żadnej strony. Przyłóż się, skończ ten rok, a później możesz zrobić sobie przerwę, nikt cię nie zmusza do studiowania. Co do twoich rodziców... wszystko prędzej czy później jakoś się ułoży, zrozumieją cię. A na razie masz nas i będziemy przy tobie zawsze.
- Nie, Leon - zaprzeczyła. - Oni nigdy nie zrozumieją, oni są... oni są...
Nie mogła się wysłowić. Zanim jednak znalazła odpowiednie słowo, chłopak chwycił ją za ramiona i przytulił do siebie.
- Będzie dobrze - szepnął do jej ucha.
Trwali tak jeszcze chwilę, po czym odsunął ją od siebie.
- Muszę jechać po Dolores - wyjaśnił. - Odbiorę ją od znajomej i przyjedziemy do ciebie. Maxi przyjedzie po zajęciach. Idź do domu i odpocznij trochę. Dasz radę sama?
Uśmiechnęła się.
- Tak, pewnie. - Otworzyła drzwi samochodu. - Do zobaczenia.
Wysiadła na zewnątrz.
Patrzył przez chwilę jak kulejąc idzie w stronę drzwi. Jej rude włosy leżały poplątane na jej plecach, i przy każdym kroku powiewały na prawo i lewo.
Po chwili odpalił pojazd i odjechał.
Kiedy usłyszała dźwięk silnika, uśmiechnęła się.
Tacy przyjaciele to skarb.

- Gdzie, pani była, do cholery?
Wysoka blondynka gwałtownie się odwróciła.
- Ja...
- Pani zmiana zaczęła się godzinę temu - przerwała jej. - Co pani sobie wyobraża?
Kobieta podrapała się po głowie.
Nie chciała się spóźnić, ale to nie zależało od niej. Musiała odwiedzić swoją siostrę, po prostu musiała. Wiedziała, że się spóźni, że dostanie reprymendę od szefa, ale prawdę mówiąc, w tym momencie jej to nie obchodziło. Dla niej Sara była najważniejsza.
- Szef pytał o panią, musiałam mu nakłamać, że pojechała pani zawieźć papiery do firmy partnerskiej - ciągnęła. - Miała mi pani przynieść dokumenty do korekty, o czym nie wiedziałam. Szef naskoczył na mnie. Były mu potrzebne na godzinę piętnastą. Wyobraża sobie pani w jakim pośpiechu poprawiałam cały tekst? Jeśli będą w nim jakieś błędy, to tylko i wyłącznie przez panią!
Ludmiła podrapała się z zakłopotaniem po głowie.
- Przepraszam, coś mi wypadło - wytłumaczyła. - Sprawy rodzinne, naprawdę, musiałam pojechać do siostry.
Ciemnowłosa Włoszka zrobiła krok do przodu.
- Czy pani siostrę zbawiłoby tych kilka godzin? Musiała pani koniecznie przed pracą ją odwiedzać?
Blondynka podrapała się z zakłopotaniem po głowie.
- Moja siostra jest w szpitalu psychiatrycznym - wyznała po chwili.
Nie obchodziło ją, co Francesca może sobie pomyśleć. Nie mogła wstydzić się własnej siostry. Poza tym, nie mogła ukrywać prawdy. Ludzie, między którymi pracowała, musieli być świadomi jej sytuacji.
Widziała jak jej współpracownica lekko się speszyła.
- Proszę więcej nie stawiać mnie w takiej sytuacji - powiedziała w końcu głosem, wypranym z emocji. - Szef czeka na panią w swoim gabinecie. Proszę mu powiedzieć, że zawiozła pani dokumenty do innej firmy. I na przyszłość proszę odwiedzać siostrę w innych godzinach. Przepraszam.
Odwróciła się i odeszła, nie czekając na odpowiedź kobiety.
Była gotowa na nią nawrzeszczeć, donieść na nią swojemu przełożonemu, ale gdy dowiedziała się, że Ludmiła odwiedza swoją chorą psychicznie siostrę, Francesce zrobiło się jej żal. Nie wiedziała co takiego stało się tej kobiecie, że teraz znajdowała się w takim miejscu. Wiedziała jednak, że to musiało być coś strasznego. Nikt nie ląduje w wariatkowie z byle powodu.
W końcu ją samą spotkała krzywda, której nie da się naprawić. Ona też mogła znaleźć się w psychiatryku. Zaczęła jednak walczyć, i teraz jest na szczycie. Nikt nie wie, co się wtedy stało. I nikt się nie dowie. Nie pozwoli na to. To zawsze będzie jej, i tylko jej sprawa.
Zatrzymała się.
Zaczęło kręcić jej się w głowie. Z niewiadomych powodów zrobiło jej się duszno.
- Przepraszam - Za sobą usłyszała męski głos. - Szukam kierownika, wie pani gdzie go mogę znaleźć?
Odwróciła się gwałtownie.
Przed nią stał wysoki, ciemnooki brunet z włosami w artystycznym nieładzie.
Obraz przed nią zaczął się rozmazywać. Nogi ugięły się pod jej ciężarem, a ona sama osunęła się po ścianie na podłogę.
Przez jej głowę przewinęły się wszystkie zdarzenia z dnia 13 lipca. Widziała siebie szykującą się na imprezę, siebie tańczącą z młodym chłopakiem na imprezie.
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyła, była jakaś ohydna, pomarszczona twarz pochylająca się nad nią i jego ręce zrywające z niej ubranie.
I ten ból, który czuła każdej nocy. Już od pięciu lat. Do dziś.

Była chłodna a jej ręce poczerwieniały z żalu
Ona wciąż tu jest choć już nie zrealizuje planów
To krwawa rzeka wspomnień spływająca po jej dłoniach
To nie tak miało być taka nie miała być jej dola
~ South Blunt System - Była chłodna ~

Przekroczył próg szkoły. Od razu uderzyły go te wszystkie wrzaski, które słychać było dookoła. Mimo wszystko lubił je, wiedział wtedy, że nie jest sam, że obok niego są też inni ludzie.
Stanął jak ten palant na środku korytarza zastanawiając się co ma teraz robić. Jego przyjaciel nie powiedział mu gdzie ma iść, o której dokładnie zaczynają się jego zajęcia. Nie wiedział nic.
Zrezygnowany wyjął swój telefon z kieszeni i wybrał numer Marco.
- Halo? - Po chwili w słuchawce usłyszał jego głos.
- Co ja mam robić? - spytał natychmiast. - Czuję się jak idiota.
- Nie tylko się tak czujesz - mruknął chłopak. - Wiesz, że jesteś w szkole? A w szkołach istnieje takie pomieszczenie jak pokój nauczycielski?
Podrapał się po głowie.
- No wiem - przyznał. - Mam tam iść?
- Możesz przyjechać na hulajnodze, jak wolisz. Pamiętasz gdzie to jest?
Zastanowił się przez chwilę.
- Pierwsze drzwi po lewo?
- Po lewo to masz schowek na szczotki. Tam w sumie też byś się nieźle sprawdził. Pierwsze drzwi po prawo. Trafisz sam, czy mam po ciebie wyjść?
- Aż takim deklem to jeszcze nie jestem - zauważył. - Zaraz tam będę.
Rozłączył się i schował telefon.
Westchnął i pewnym krokiem ruszył przed siebie. Szybko zauważył drzwi z napisem „Pokój nauczycielski”. Nacisnął klamkę i wszedł do środka.
Uderzył w niego intensywny zapach kawy. Usłyszał muzykę jego ulubionego zespołu „The beatles” rozbrzmiewającą z wysokiej wieży stojącej na biurku. Po całym pokoju walały się papiery, brudne kubki po kawie czy herbacie. Gdzieś w kącie leżała zakurzona gitara bez strun, na podłodze leżał rozbity stroik. Przykładny pokój nauczycielski, nie ma co.
W środku nie było nikogo prócz, jednego, młodego mężczyzny siedzącego na niebieskim krześle przy stole tego samego koloru. Na kolanach trzymał gitarę akustyczną i pociągał pojedyncze struny, co dawało denerwujący efekt w połączeniu z dudniącą na cały regulator muzyką.
Podszedł do wieży i wyłączył piosenkę. W tym samym momencie Marco podniósł wzrok znad pudła rezonansowego i spojrzał na swojego przyjaciela.
- O, już jesteś - odezwał się. - Trafiłeś?
- Nie, jeszcze się błąkam po szkole - odparł z ironią i usiadł obok niego.
Chłopak pokiwał w zamyśleniu głową i mruknął coś pod nosem.
Federico spojrzał na niego uważnie i zmarszczył czoło.
- Co jest? - spytał.
Ponownie oderwał wzrok od instrumentu na swoich kolanach.
- Co ma być?
- Nie zgrywaj się, widzę. Jesteś jakiś przygaszony.
Marco poprawił się na krześle. Odłożył gitarę na stół; kolejna rzecz wspomagająca tworzenie się bajzlu w tym godnym przykładu pomieszczeniu.
Wziął do ręki kubek z kawą.
- Zrób sobie coś do picia jak chcesz, w szafce masz wszystko.
- Weź mnie człowieku nie zlewaj - warknął Włoch. - Przecież widzę, że coś jest na rzeczy.
- Fede, dajże spokój - westchnął. - Mam gorszy dzień, poza tym zapomniałem nut dla dzieciaków.
- Tak, i przez to, że zapomniałeś nut masz minę jakbyś na ścięcie szedł. O co chodzi?
Upił łyka napoju i odstawił go z powrotem na stół.
- Szkoła ma problemy - odezwał się w końcu. - Brakuje pieniędzy na nowe instrumenty, na tablice interaktywne, na remont sceny. Szef wysłał mnie wczoraj do jakiejś firmy. Miałem zanieść jakieś papiery, będziemy starać się o dofinansowanie. Wszedłem do tego budynku, chciałem znaleźć kierownika. Zaczepiłem jakąś kobietę, spytałem o niego. Odwróciła się, spojrzała na mnie i... zemdlała. Tak po prostu.
Federico wybuchnął śmiechem. Jego przyjaciel ściągnął brwi.
- Co cię tak bawi? - spytał.
Chwilę zajęło mu opanowanie się. Wytarł łzy śmiechu, które miał w oczach.
- Dziewczyny mdleją na twój widok, a ciebie to martwi?
- To wcale nie jest śmieszne! - Podniósł głos. - Ona nie zemdlała na mój widok, coś się jej stało, rozumiesz? Co ty byś zrobił, gdyby jakaś kobieta straciła przy tobie przytomność? Człowieku, ja nie wiedziałem co mam robić!
Oparł głowę na ręce i zamknął oczy.
Nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć.
Przypomniał sobie wczorajszy dzień. Przypomniał sobie twarz tej przypadkowej kobiety i widok jej osuwającej się na ziemię. Stał zdrętwiały w miejscu i nawet nie postarał się jej złapać. Dopiero po chwili odzyskał trzeźwość myślenia i zadział. Zawołał pomoc.
Pierwsza podbiegła do niego jakaś blondwłosa kobieta. Nachyliła się na moment nad szatynką, a później poderwała się i pobiegła prosto korytarzem.
Wróciła po chwili z jakimś mężczyzną. Zadzwonili na pogotowie. On klęczał przy kobiecie, zupełnie zdezorientowany. Nie wiedział co ma robić.
Dopiero kiedy karetka odjechała razem z nią, otrząsnął się i przypomniał sobie po co tam przyjechał. Z wielkim trudem wytłumaczył kierownikowi firmy o co chodzi.
Kiedy opuszczał budynek w jego głowie kłębiło się tylko jedno pytanie - czy nic jej nie jest. Nie znał jej, i tak naprawdę nie obchodziła go, jednak to wszystko stało się na jego oczach, nie mógł tego zignorować.
- Marco - Do rzeczywistości przywrócił go głos Federico. - Marco!
Spojrzał na niego nieprzytomnie ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.
- Nie łam się chłopie, nic jej nie będzie - rzekł. - Poza tym, nawet jej nie znasz.
Pokiwał powoli głową, zgadzając się z jego słowami.
Chłopak podniósł się z krzesła.
- Dzięki, że mi przypomniałeś - rzekł. - Zapomniałem nut z domu. Zaraz wrócę. Zaparz mi kawy.
- Baran... - mruknął pod nosem.
Jednak tego Fede już raczej nie usłyszał. Wyszedł z pomieszczenia trzaskając głośno drzwiami.
Marco podniósł się z westchnieniem z krzesła i podszedł do ekspresu.
Przed oczami stanęła mu twarz jego zmarłej siostry. Ten uśmiech, te włosy rozwiane przez wiatr... Tęsknił za nią. Nikt nie wiedział, jak bardzo by chciał znów ją przytulić.
Znów z nią zaśpiewać. 


Oto rozdział jedenasty. Myślałam, że w tym tygodniu się nie wyrobię, ale dałam radę i jest ;) W miarę długi, jak na mnie. Jak wam się podoba? Proszę o szczerze komentarze ;)
Kocham gifa pod rozdziałem <3333 Lodo i Rugg tacy zajebiści :D
Okey, jest uparta Camila, trochę Fran, Ludmiły, Fede i Marco, no i Leona, Maxi też się załapał xD Także każdego - no może nie każdego - po trochu ;)
Ostatnio pobiliście samych siebie :D Rekord komentarzy na tym blogu pod rozdziałem dziesiątym :D Mówiłam, że dacie radę :D
Little, mam nadzieję, że ci się spodoba, należy ci się :*
Kolejny rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu, już zapraszam :D I zapraszam na mojego drugiego bloga na OP o Marcesce ;)

19 KOMENTARZY - ROZDZIAŁ 12

49 komentarzy:

  1. Pieeeeeeeeerwsza,no nie mogę pierwszy raz mi się to zdażyło :)
    Rozdział cudowny,wparta Camila,biedna Fran i Marco taki kochany. Ludmiłka też jest super,biedna ta jej siostra :(
    Nasz kochany Fede jak zwykle zachwycił :)
    Masz niesamowity talent,piszesz lekko,twoja historia jest ciekawa i niezwykła. Mam nadzieję,że nigdy nie znudzi Ci się pisanie dla nas ;) Szablon,mój boże jaki on jest śliczny ! Naprawdę cudny i wielkie brawa dla jego autorki.Gif też śliczny,Ruggero i Lodo tak ładnie razem wyglądają ;* On to w ogóle jest niezłym przystojniakiem <3
    Uch,co jeszcze napisac... pisz dla nas dalej i się nie poddawaj !
    pozdrawiam,
    lady voldemort

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, kiedyś musi być ten pierwszy raz xD
      Szablon zrobiła Marcia, pokłony dla niej! <33333
      Bardzo dziękuję za komentarz ;)

      Usuń
  2. Mogę zająć sobie miejsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochanie, myślałam, że na rozdział będę musiała poczekać do poniedziałku.
      Nawet nie wiesz, jak wielkie było moje szczęście, kiedy okazało się, że jest już dodany.
      Od czego mogłabym zacząć? Może od podstaw?
      Masz naprawdę niesamowity styl pisania, wielki talent literacki.
      Powinnaś nareszcie uwierzyć w swoje, niekwestionowane przez nikogo umiejętności.
      Camila zawsze pozostanie tą samą, rudowłosą dziewczyną. Lekko ironiczną, czasem myślącą tylko o własnym dobru, ale przede wszystkim piękną, inteligentną i dobrą.
      Widać, że przyjaciołom na niej zależy, to bardzo ważne.
      Ludmiła podoba mi się w każdym wydaniu, w tej odsłonie również.
      Federico zawsze urzeka, uwodzi, i inne tego typu czasowniki.
      Końcowy gif z Lodo i Ruggero - bardzo ładnie razem wyglądają. ♥

      Życzę dużo weny. <3

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. OLENCJA. <3 :D
      Witaaj kochanie! x
      Jak ja Ci kocham i jednocześnie nienawidzę, Jezu. :D <3
      Dlaczego kocham?
      Ponieważ uwielbiam twoje opowiadanie. Jest humorystyczne - jest fantastyczne. <3
      Kurde, podoba mi się twój styl pisarski oraz twój dobór słów. <3
      Kocham u Ciebie śmieszne akcje, jak i te mniej śmieszne. <3
      Ta końcowa, dzisiejsza rozmowa Federico z Marco mnie rozwaliła, lmao. <3
      Haha, soł gód. <3 :D
      Jak nie sytuacje Leóna i Maxiego to Federa i Marco, Jeeezu. XD :D
      I bym tak wymieniała, ale jakoś na to nie idę. :D Ale ty wiesz, że Cię kocham, ty mnie też i mi to wybaczysz. <3 :D O taak. :D <3
      Dlaczego nienawidzę?
      Haha, ERROR. :o ERROR. :o ERROR. :o (...)
      Dobra, powiem jednak. XD Bo wtedy nie potrafię pisać dobrych komentarzy. :c Twoje rozdziały są takie cudowne, a moje opinie takiie badziewne, że ojeja. :c <3
      No więc rozdział taki bajeczny, Jeeezusie! *o* <3
      Kocham Cię! x OLECZKA. <3
      Ja chcę szybko 12. *o* Już, teraz! <3 :D
      Haha, dobra. :D
      Kocham, całuję, podziwiam, szanuję, ściskam, pozdrawiam oraz żegnam,
      Tysiek aka Tysiak aka Ciotex aka Ziemniak. :o
      BLANCO. X

      Usuń
    2. MÓJ SZAFIREEK ZDOLNY! x
      ODDAJ TALENCIOR! :D <3
      NIE BĄDŹ CHAM, ODDAJ! XD <3
      KC. <3 x

      Usuń
    3. Ty to mnie potrafisz rozweselić xD No nie mogę :P
      Kochaaaaam cię <33333333333

      Usuń
  4. Camila jest na prawdę uparta, jak osioł. Nie widzi, ze jak dalej będzie tak robić to wykorkuję. Biedna Fran sama przeżyła to co siostra Ludmiły. Marco nie wiedziało co robić. Czekam na next. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajmę sobie miejsce ♥ nie bój się napewno wrócę ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak obiecałam,wróciłam ♥Nw od czego zacząć. .. ok już wiem ;)
      Odrazu zacznę od rozdziału....był wspaniały ( zresztą tak jak zawsze)Camila ten uparciuch, leon chcę jej pomóc a ona? I jeszcze moje biedactwo fran :( i ta wzruszająca historia siostry Ludmiły :'( noi oczywiście mój feduś i Marko heh ;) podsumowując rozdział był cudowny ♥ czekam z niecierpliwością na Marceske ....i mam nadzieje że w twoim opowiadaniu pojawi się choć trochę naxi ? Mmmm... nw :) nie ważne co zrobisz, wszystko będzie cudowne♥ kocham twoje opowiadania twoje OP... poprostu Kocham całą ciebie♥♥♥♥ czekam na następne cudeńko ♥ Koffam ♥

      Usuń
    2. Oczywiście, Naxi będzie ;)
      Dziękuję <3333

      Usuń
  6. Zajmuję! Jak wrócę do domu, to coś napiszę i pod partem też c;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciłam po tygodniu, tak jakoś wyszło XD
      Biedna Francesca, tak mi jej szkoda ;-; I jeszcze Marco, ja tu mam nadzieję, że się spotkają w lepszych okolicznościach... :D
      Ach, cudownie, czekam na więcej.
      Pozdrawiam, Justyna ♥

      Usuń
  7. Lallalalalalallalalal ;)
    - twórcze, no nie?
    Ale ja nie nazywam się Alexandra Comello, więc nie wymagaj ode mnie za wiele ;p
    A taka na poważnie, to ten blog z każdym rozdziałem jest co raz ciekawszy :D.
    Co raz bardziej podobają mi się rozdziały, a za każdym razem sobie powtarzam, że to niemożliwe.
    I no... Jeśli chodzi o postacie to wiesz jak jest. Każda z nich mnie urzeka ^^
    tak samo ich historie... Matko, niektóre przyprawiają mnie o łzy, np. historia siostry Ludmily...
    Ale nie wróćmy do milszych tematów.
    Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejny rozdział ;).
    Kocham tego bloga!

    Nikoletta

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG ♥ MARCO ♥ Czy tylko ja sie tak nim jaram ? XD Chyba tak xd ahaha
    Dziewczyno jesteś genialna! Uwielbiam twoje blogi i historiw które piszesz. :*
    Camila, ehh... Dziewczyno zrozum, że nikt ci nie każe zastawiać motocrossu na zawsze. :( Oni chcą ci tylko pomóc. :)
    Hahah. Fede i Marco. :D Nie wiem czemu ale to mnie troszkę rozbawiło. :P Mój Marcuś jest najwspanialszy na caaaalutkim świecie <33
    Dawaj szybciutko następny rozdział, bo już się doczekać nie mogęęęę. <33

    P.S Więcej Marco proszęęę. :D A marcesca będzie ? xd ahah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *historie :d Przepraszam, ale nie mam dostępu i piszę wszystko z telefonu. :)

      Usuń
    2. Spokojnie, o Marco się jeszcze naczytasz :D Będzie Marcesca, obowiązkowo xD
      Dziękuję za komentarz :**

      Usuń
  9. Jeju, kurczę, Kochana, teraz to ja naprawdę nie wiem co powiedzieć, zwaliłaś mnie tym z nóg, naprawdę...
    Czekaj, czekaj, muszę się ogarnąć xD
    Tyle pozytywnych słów zawartych w kilku zdaniach, nie wiem czy na to zasłużyłam ale dziękuję Ci bardzo, bardzo, bardzo, to naprawdę duży zaszczyt kiedy ktoś tak naprawdę utalentowany i posiadający już rzeszę fanów na bloggerze dedykuje swój rozdział właśnie mi, jesteś Kochana, bardzo Ci dziękuje! <3
    Moja historia nie umywa się w niczym do Twoich rozdziałów czy One Partów, u Ciebie wszystko jest takie spontaniczne, naturalne, są refleksje które tak uwielbiam a ja niestety ograniczam się do schematycznych dialogów mimo to cieszę się bardzo że to czytasz i że od samego początku jesteś ze mną, chyba nikt jeszcze tego nie czytał kiedy zaczęłaś robić to Ty, to dla mnie bardzo dużo znaczy!

    I jak mogłoby mi się nie spodobać, co?
    Wiesz że wszystko Twojego autorstwa uwielbiam, wiesz że jesteś najlepsza, jedyna, niepowtarzalna i wciąż nie mogę pojąć, jak udaje Ci się równolegle proawdzić dwa świetne blogi, mieć tak dużo odmiennych pomysłów, to duża sztuka której chyba nie da się wypracować, z tym trzeba się urodzić, pozostaje mi tylko pozazdrościć <3

    Mam w głowie teraz tysiąc myśli na minutę więc może nie będę tu tego wszystkiego wypisywać bo zrobi się jeszcze większy chaos, więc przjedę do rozdziału.
    Maxi.
    Najukochańszy, najlepszy przyjaciel pod słońcem i gdzie tu takiego znaleźć hmm? <3
    Cami ma naprawdę dużo szczęścia, jakkolwiek dziwnie w jej sytuacji teraz to brzmi.
    Nie potrzeba jej balkonika, haha, tej to się nawet humor w takich okolicznościach trzyma xD
    Cami ma silny charakter i za to ją kocham ale trochę przesadza.
    Przecież przyjaciele (w tym mój Leoś <3) się o nią martwią, więc nie powinna być taka opryskliwa.
    Porównuje Dolores do motocrossu?
    No, ja rozumiem, motory to cała jej pasja, jej życie ale dziecko, jedyna córeczka to jednak jakby trochę co innego, nie powinna tak mówić.
    I przemęczać się też nie powinna, wszystko ma swoje granice, brutalnie się o tym przekonała i dalej swoje nooo....

    Leoś, Cami, Maxi i przysięga, ojeej <3
    Są kochani, trio takie zgrane no :D

    Biedna Ludmiła, czemu Fran tak na nią naskakuje, pracoholiczka jedna xD
    Dobrze, że powiedziała jej prawdę.
    Lu nie ma się czego wstydzić, przeciwnie - to nie jej wina, a pokazuje tylko ze jest dobrą, odpowiedzialną siostrą.
    Ale sama Francesca też nie ma lekko.
    Pięć lat, a ona wciąż nie może się z tym uporać, chociaż w sumie nie dziwię się jej...
    Fede i Marco agenci, 'baranie', jak oni miło się do siebie zwracają, widać że to prawdziwa, męska przyjaźń xD

    I gif na dole śliczny, Lodo tak pięknie wygląda no i Rugg, tu chyba nie trzeba komentarza <3 :D
    Nie wiem co Ci mam jeszcze na koniec powiedzieć, na pewno jeszcze raz: dziękuję, bardzo dziękuję, nie mogę się doczekać już kolejnego Twojego dzieła, mam nadzieję że będziesz tu jeszcze dłuugo długo i cały czas będziesz dla nas pisać! <3

    Kocham bardzo <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nóg to ty mnie zwaliłaś swoim komentarzem ;) Co do twojego bloga to pisałam szczerze, więc mi tu nie gadaj niczego innego :D
      Oczywiście, że zasłużyłaś, jestem tego pewna ;)
      Dziękuję znów za taki piękny komentarz. Kocham cię <33333

      Usuń
  10. Jak zawsze cudo !
    Bardzo uparta Camila :) Troskliwy i kochany Leon ♥ Przytulili się i on ją tak pocieszał tak aż miło. I Fran i Marco ! Zemdlała szkoda mi jej :( Mam nadzieję że w końcu będzie więcej Leonetty na którą liczę. I wiem, że ty opiszesz ich spotkanie cudownie i już nie mogę się doczekać ! No, ale rozdział świetny. Czekam na następny i na Parta na drugim blogu. Pozdrawiam i do zobaczenia jutro w szkole :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie ci zrobiłam Leonka takiego dobrego, żebyś miała czym się jarać xD
      Kocham cię <33333333333

      Usuń
  11. Kochanie, rozdział jest jak zawsze niesamowity. Każda kolejna publikacja biję na głowę poprzednią. Przyznam, że wątek Camili coraz bardziej mnie ciekawi. Sama postać podbija serca i wzbudza sympatię swoją postawą. Widać, że zawziętość i ból nie są jej obce aczkolwiek potrafi ona pogodzić je ze sobą co sprawia, że dziewczyna jest silniejsza. Cóż każda nawet najmniejsza wzmianka o Leonie sprawia, że robi mi się lżej na sercu. Miłość jaką darzy córkę jest czymś niezmiernie pięknym. Podziwiam ludzi takich jak on, ludzi, którzy pomimo przeciwności brną dalej. Kochanie mam nadzieję, że kontynuacja historii dalej będzie zapierać dech w piersiach. Nie ma co, twój talent kwitnie. Czekam na następny rozdział <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, ma ciekawić ;)
      Dziękuję za komentarz <3333

      Usuń
  12. Hej, Olu ♥
    mówiłam, że wpadnę, więc jestem :) Wybacz, że dopiero teraz, ale jak wiesz miałam ostatnio dużo na głowie, zwłaszcza jeśli chodzi o szkołę... eh. No ale jestem :)
    Bardzo podoba mi się to opowiadanie, wiesz? ♥ Uwielbiam je, naprawdę! Całkiem różni się od twoich OP, chociaż oczywiście jest kilka rzeczy, które je łączy, choćby wspaniała autorka czy niepowtarzalny styl ♥ Przejdę już do rozdziału.
    Jedenastka ♥ Kochana, naprawdę zaskakujesz mnie za każdym razem, wszystko jest tak dopracowane, łączy się ze sobą, poszczególne wątki przeplatają się, nadają całkowitego sensu. Cudo!
    Zaczniemy od Camili. Naprawdę podoba mi się, jaką relację ma z chłopakami. Widać, że są prawdziwymi przyjaciółmi, od bardzo dawna, że mogą na siebie liczyć. Leon jest taki cudowny, tak się o nią troszczy ♥ To, co powiedziała Camila było niemiłe, ale dobrze, że zdała sobie z tego sprawę i przeprosiła. Prawda dziewczyna jest wybuchowa i uparta, ale jednak ma swoje problemy. Dobrze, że zrozumiała, że przyjaciele po prostu się o nią martwią.
    Dalej, mamy rozmowę Ludmiły i Francesci. W sumie nie dziwię się Fran, przez blondynkę dostała reprymendę od szefa, ale jednak... Ludmiła też miała powód, by nieco się spóźnić. Już chyba przypuszczam co stało się Francescę ;c Boże ;c
    I na koniec, mamy Federico i Marco. Cudowny duet przyjaciół. Śmieszą mnie ich przekomarzanki, a jednocześnie widać, że jeden może liczyć na drugiego. I w końcu dowiadujemy się kim był tajemniczy brunet, którego przed omdleniem ujrzała Francesca. Nasz Marco, ale... jak mógł jej nie złapać? o.o Eh, co za chłop ^^ No nic, coś dużo o niej myśli. Czyżby to był początek czegoś nowego? ;>
    Kochana, wybacz, że tak beznadziejnie, po prostu nie mam siły na nic więcej ;c Następnym razem postaram się lepiej, ok? :) Czekam na dwunastkę, ściskam mocno, życzę weny, i kocham,
    Edytka ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edytka, bardzo dziękuję za piękny komentarz, kocham cię <333333333

      Usuń
  13. Jej... kocham znajdywać nowe talenty... to sama przyjemność, zwłaszcza, że historia nie jest taka różowa jak zawsze. W sumie powiem Ci jedno: TALENT to ty masz ogromny! Naprawdę Twój styl pisania mnie powala. Piszesz świetne opisy, takim językiem, że każdy by go zrozumiał. Bez komentarza, jesteś świetna :*
    Przy okazji mogę zaprosić Cię na mojego bloga. Jeśli w ogóle zwrócisz na to uwagę to będę szczęśliwa:
    http://naxi-opowiadanie.blogspot.com/
    Kocham, pozdrawiam i życzę weny ♥
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, bardzo dziękuję <333
      A na bloga postaram się wpaść ;)

      Usuń
  14. Jej, nie przywykłam do pisania komentarzy.
    Ale nie mogę się doczekać nexta, więc coś naszkrobie.
    Rozdział na prawdę bardzo mi się spodobał.
    Jest po prostu piękny.
    Najbardziej urzekła mnie postać Camili.
    Jest taka uparta, zawsze musi postawić na swoim.
    Dobrze, że ma przyjaciół, którzy zawsze są przy niej.
    Bo czasami wystarczy czyjaś obecność.
    Fran takie biedactwo. Przeżyła taką tragedie, a ty tak dobrze opisujesz jej uczucia.
    I na koniec Marco i Fede, oni mnie rozwalają dosłownie.
    Mam szczerą nadzięję, że rozdział pojawi się w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to bardzo się cieszę ;)
      Dziękuję za komentarz <333

      Usuń
  15. Okej...
    Jestem 15 i zaraz załatwię jeszcze ze dwie osóbki :D
    Przepraszam, że dopiero teraz, ale jak widać skleroza nie boli -,-.
    Rozdział?.... Jeszcze isę sama siebie pytam (XD) genialny!!!
    Tutaj krótko, bo egzamin z anglika za godzinę!
    Cami... niech on się cieszy, ze nic sobie nie zrobiła, a nie kombinezonem się przejmuje! Docenisz przyjaciół trzeba umieć, a ona dopiero się stara.
    Ludmiła i Fran.
    Obie trochę nie w porządku, jednak przeżycia tej dwójki są bardzo ciekawe. Uczucia towarzyszące im również ;-).
    Wątek Federico i Marco spodobał mi się nabardziej!
    "Dziewczyny na ciebie lecą..." - to mi dowaliło XD. Również są wspaniałymi przyjaciółmi.

    Boże... co za komentarz -,-.
    Masz pełne prawo mnie zabić wszechmogąca Olu!

    Fruits

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz jest piekny, i nie mam zamiaru cię zabijać :D
      No to powodzenia na tym egzaminie, choć i tak teraz tego nie przeczytasz :P
      Dziękuję <33333

      Usuń
    2. Już po XD
      Dziękuję <3

      Usuń
  16. Boski! *-* Kocham Cię dziewczyno ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <333 Też cię kocham, anonimku <333

      Usuń
  17. Zgadnij kto się znowu spóźnił. :)
    Nic nowego, prawda? Ale oczywiście niezmiernie przepraszam. :)
    Powinnam Cię, Olciu, przeprosić również, że nie napiszę nic sensownego (jak zwykle zresztą), ale mogę tylko napisać, że to kolejne cudo w Twoim wykonaniu zaparło mi dech w piersiach.
    Tak po prostu nie mam czym oddychać.
    Kocham Cię, Soph <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soph, jesteś, czekałam :D
      Nie szkodzi, że się spóźniłaś ;)
      Dziekuję za piękny komentarz, kocham cię <33333

      Usuń
  18. Super!
    Świetny rozdział!
    Super wątek Camili i Leonka <3333
    Reszta też super!
    Czekam na kolejny!
    Dodaj szybko!

    OdpowiedzUsuń
  19. Oleńko <3
    Odjazdowy rozdział :)
    Super wątki, każdego po trochę i jest super :)
    Piszesz wspaniale :**
    Ciekawe kim była ta mdlejąca dziewczyna o_O
    Ja bym chciała, żeby chłopaki mdleli na mój widok :D
    Jak na razie to jestem zwykłą chłopaciarą :/
    Dobra sorry, że tak krótko ale muszę się pakować, bo jutro wyjeżdżamy z rodzinką do Włoch do mojej chrzestnej :)
    I love you. <3
    Całuski :*****
    Caat :3

    OdpowiedzUsuń