środa, 9 lipca 2014

Rozdział szesnasty

Marcie :*
Nie wiem, czy to czyta, ale to nieważne.
Kochanie, dziękuję ci, że jesteś <3
Dzięki tobie nieraz dostaje napadu niepohamowanego śmiechu, a to podobno dobre jest.
Za wiele, wiele innych rzeczy, których wymienianie zajęłoby 
mi chyba połowę bloga, więc streszczę się tylko w tych kilku słowach.
Kocham cię tak po prostu <333
  
Obudził ją irytujący dźwięk telefonu w uszach. Otworzyła oczy i przeklęła się w duchu, obiecując sobie, że już nigdy nie zaśnie ze słuchawkami podłączonymi do telefonu. Westchnęła cicho i nawet nie patrząc na wyświetlacz, nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Camila? - Po drugiej stronie usłyszała głos swojego przyjaciela. - Miałaś zadzwonić, jak wystartujecie - przypomniał jej.
Jęknęła cicho i przyłożyła rękę do czoła. - Przepraszam cię, zupełnie zapomniałam... Wypadło mi z głowy.
Maxi westchnął ciężko. - No tak, to w końcu ty. Gdzie zabierają cię rodzice?
Przygryzła wargę i rozejrzała się wokół siebie. Widziała masę ludzi siedzących na fotelach, śpiących, rozmawiających, czytających czy po prostu podziwiających widoki za oknem. Miała to szczęście, że siedziała sama, bo jakoś nie uśmiechało jej się dzielić miejsca z obcym człowiekiem. Jej rodzice usadowili się na pierwszych siedzeniach, jak to robili zazwyczaj. Ona nie lubiła być w centrum uwagi. Cóż, denerwowały ją nawet stewardessy, które podchodziły do niej co trzy minuty i pytały czy „Nie życzy sobie pani może buteleczki czyściutkiej, źródlanej wody mineralnej bez gazu”. Byłe takie słodziutkie i milutkie, że aż niedobrze jej się robiło gdy widziała, jak chodzą po samolocie z tym swoim wózkiem i nachylają się nad każdym pasażerem z tym swoim sztucznym uśmiechem na ustach.
A ją i wszystkich ludzi w samolocie dzieliła jedna, ważna rzecz - oni na pewno wiedzą, do jakiego kraju lecą; ona nie miała zielonego pojęcia. Jej ojciec wziął jej paszport, matka schowała przed nią bilety i nie chciała słowem się odezwać, na jaki samolot czekają. Nie pozwoliła jej rozmawiać z obsługą, żeby przypadkiem nie dowiedziała się, gdzie ją zabierają. Camila była więc zdana na niewiadomą. Bo przecież nie zapyta się obcych ludzi gdzie lecą. Nie chciała sobie nawet wyobrażać co mogliby sobie o niej pomyśleć.
- Nie powiedzieli mi - mruknęła. - Ale... poczekaj. Spytam się stewardessy. Chwila.
Zakryła słuchawkę ręką i zawołała jakąś kobietę w krótkiej spódniczce stojącą na początku samolotu.
- W czym mogę pani pomóc? - Po sekundzie zjawiła się już obok niej.
Camila uśmiechnęła się sztucznie. - Może mi pani powiedzieć dokąd lecimy? Rodzice robią mi niespodziankę, ale ja już nie mogę się doczekać.
Na oko trzydziestolatka zaśmiała się słodko ukazując rządek równo ułożonych białych zębów.
- Oczywiście. Lecimy do Francji, dokładniej do Paryża. Pomóc jeszcze w czymś?
- Nie, dziękuję.
Kobieta odeszła zostawiając ją samą.
Ponownie przygryzła wargę i kolejny raz przyłożyła komórkę do ucha. - Paryż. Maxi, dlaczego oni zabierają mnie do Paryża? Po co?
Nie wiedziała czego ma się spodziewać. Paryż? Ale dlaczego? Jej matka chce z nią pochodzić po sklepach, kupić jej dwadzieścia toreb ciuchów tym samym próbując ją przekonać do rzucenia motocrossu?
- Em... Nie wiem - przyznał. - Nie powiedzieli ci nic? Zupełnie?
Nabrała powietrza w płuca.
- Po co ciągle się pytasz skoro znasz odpowiedź? Muszę ci w kółko powtarzać jedno i to samo? Nie wiem nic, nie mam pojęcia, rozumiesz? Nie wiem po co tam jedziemy, nie wiem kiedy wrócimy, nic nie wiem, do cholery!
Po drugiej stronie przez chwilę panowała cisza. - I po co się unosisz? Teraz na mnie będziesz się wyżywać?
Westchnęła cicho. On miał rację. Przecież to nie jego wina. On tylko chce jej pomóc, a ona tak reaguje... Przecież Maxi chce dla niej dobrze, prawda?
- Tak, przepraszam... Jestem po prostu zdenerwowana.
- Zdążyłem zauważyć. Nic się nie stało. Jak się czujesz?
- Bywało lepiej - jęknęła. - Ale nie jest źle. Głowa mnie trochę boli, jakoś daję radę.
- Rozmawiałaś z rodzicami?
Oparła głowę o szybę i ponownie westchnęła. - Jeśli rozmową można nazwać ich monolog, że niespodzianka mi się spodoba, że będzie cudownie, że nigdy tego nie zapomnę, to tak. Rozmawiałam.
- Camila, nie przejmuj się. - Usłyszała jego pocieszający głos. - Wszystko się wyjaśni, tak? Zadzwoń jak wylądujecie, dobrze? Tylko nie zapomnij. Trzymaj się, mała.
- Nie jestem mała, kurduplu...
- Jesteś młodsza. Ja jestem starszy i dojrzalszy. A wzrost to tylko cyfry, więc się tam nie produkuj.
I rozłączył się. Rudowłosa uśmiechnęła się pod nosem. Mieć takiego przyjaciela to skarb; nawet w najgorszych momentach potrafił ją rozśmieszyć. On i Leon. To była taka dwójka idiotów, która była przy niej zawsze, i która nigdy jej nie zostawi. Była tego pewna. Bo bez nich... bez nich by nie przeżyła.
Podniosła się ciężko z siedzenia i stanęła na nogi. Ruszyła w kierunku swoich rodziców.
Stanęła obok swojej matki.
- Dlaczego zabieracie mnie do Paryża? - spytała prosto z mostu.
Kobieta westchnęła i spojrzała na swojego męża. - Mówiłam, żeby nie zostawiać jej samej. Widzisz, jak szybko się dowiedziała?
- A miałam się nie dowiedzieć? Skąd wam wpadł do głowy pomysł, żeby wyciągnąć mnie do Francji? Wiecie, że nienawidzę Francji, Francuskiego i Francuzów. Oni są jacyś dziwni. Więc po co, do cholery, lecimy do Paryża? Wieżę Eiffela chcecie mi pokazać?
Ojciec nachylił się w jej stronę. Oparł łokcie o kolana.
- Nie Wieżę Eiffela, ale coś innego i dużo ciekawszego. Nie martw się, dowiesz się w swoim czasie. A teraz wracaj na miejsce. Nie można tak chodzić po samolocie.
Nie odpowiedziała. Odwróciła się na pięcie i odeszła, przy okazji potrącając jedną ze stewardess. Uśmiechnęła się tylko sztucznie i przeprosiła za ten wylany sok. Kobieta oczywiście uwierzyła, że to tylko wypadek. Cóż, wypadkiem to nie było. Na świecie nie ma przypadków. Camila wiedziała, że jest wredna, nieuprzejma i nie ma serca, ale jakoś wcale jej to nie przeszkadzało. Nie wiedziała dlaczego tak nie znosiła tych kobiet pracujących w samolocie. Może to uraz z dzieciństwa? Pamięta przecież jak wczoraj dzień, kiedy podczas lotu stewardessa wylała na nią gorącą kawę. Miała wtedy osiem lat. Spędziła kilka dni w szpitalu, a mimo to, blizny po oprzeniu nigdy nie znikły - do tej pory, co lato, musiała zmagać się z tymi uciążliwymi śladami na nogach. I nieraz była obiektem kpin ze strony innych ludzi - może nie teraz, co kilka lat lat temu, kiedy to jeszcze chodziła do szkoły.
Usiadła zrezygnowana w wygodnym fotelu i zamknęła oczy.
Jej jedynym celem teraz było zasnąć. Zasnąć i nie myśleć o tych wszystkich podstępach swoich rodziców. Nie wiedziała, kiedy oni ją zrozumieją. Czasami miała wrażenie, że takie coś nigdy nie nadejdzie. Ale podobno nadzieja umiera ostatnia, prawda?

- Jak zdecydujecie, że jednak chcecie się trochę bardziej wysilić, to dajcie znać. - Ruszył w kierunku drzwi. - A na razie róbcie co chcecie. Ale błagam was - nie tańczcie. Nie kaleczcie innym oczu.
Wyszedł z sali baletowej.
Na korytarzu wrzasnął na jakiegoś chłopaka, który źle wykonywał układ poznany na poprzedniej lekcji, rozgonił nastolatków całujących się w rogu korytarza, dowalił do kosza na śmieci i kazał to pozbierać jednemu z uczniów, po czym mrucząc w stronę kolegi po fachu, że „nie ma już siły do tych idiotów i idzie się przewietrzyć”, wyszedł ze szkoły.
Do trzeciej w nocy ślęczał nad nowym układem - bo wcześniej zapomniał, był za bardzo zaaferowany Camilą i tym całym Paryżem - a oni nawet skry entuzjazmu nie mogą z siebie wykrzesać. Tutaj już nie chodzi o to, że nagle mają zacząć skakać i machać rękami, jak to im się cudownie tańczy, i że mogą to robić bez przerwy. Maximiliano wiedział, że oni kochają taniec - zresztą, dlatego właśnie uczą się w tej szkole - ale samą miłością do niczego nie dojdą, tutaj potrzebna jest praca.
Wiedział, że nie powinien tak wychodzić z zajęć, ale jakoś nie uśmiechało mu się denerwować kolejne pół godziny. Cóż, cieszył się szacunkiem i sympatią w gronie współpracowników i dyrektora szkoły, dlatego nie bał się, że swoim zniknięciem sobie zaszkodzi. Był znany z tego, że zazwyczaj po takich wybuchach na następną lekcję wracał uśmiechnięty, pełen zapału do dalszej pracy. Nawet teraz, gdy szedł przez szkolny dziedziniec, widział swoich uczniów rzucających do siebie porozumiewawcze spojrzenia i uśmiechających się z ulgą. I już wiedział, że to z nimi ma kolejną lekcję.
Usiadł na ławce i westchnął głęboko. Poprawił zieloną czapkę i założył na uszy kontrastujące z nią żółte słuchawki. Podłączył do nich telefon i włączył pierwszą lepszą piosenkę. A po chwili już przeniósł się do innego świata; do świata muzyki. Podobno tam ludzie nic nie czują - tylko słyszą. Zgadzał się z tym w stu procentach. Dla niego muzyka - a w szczególności taniec - to był sens życia. Nie wyobrażał sobie swojego życia bez niego. Dla niego nawet wymyślanie układu było przyjemnością, no, może nie wtedy, kiedy robił to na szybko, o drugiej w nocy, a później dzieciaki nie potrafiły nic zatańczyć.
- Przepraszam. - Przez cichą melodię którejś z angielskich piosenek przebił się kobiecy głos. - Przepraszam!
Ściągnął słuchawki. Przed nim stała niska, ciemnowłosa brunetka.
- O co chodzi? - spytał.
Odgarnęła włosy z twarzy. - Może pan mi pomoże? Nikt nie potrafi mi odpowiedzieć, gdzie jest jakiś nowy supermarket, który podobno otworzyli wczoraj. Jestem z innej dzielnicy, a podobno gdzieś tutaj to jest.
Stanął na nogi. Był kilka centymetrów wyższy od niej. Spojrzał na nią uważnie i podrapał się po głowie.
- Nowy supermarket? - powtórzył. - Coś o nim słyszałem... Chodzi pani o ten sklep na rogu?
- Tak, chyba tak. Na rogu, pan mówi?
Pokiwał głową. - Tak, Calle Lavalle i Calle Florida. Wie pani, gdzie to jest?
Podrapała się z zakłopotaniem po głowie. Cóż, tak naprawdę nie miała pojęcia. Nie znała Buenos Aires jakoś genialnie; praktycznie w ogóle. Rzadko wychodziła z domu, więc znała tylko kilka miejsc tego słonecznego miasta.
- Nie wie pani, prawda? - Uśmiechnął się. - Żaden problem. Zaraz pani wytłumaczę, więc...
- Ale proszę - przerwała mu. - Niech mi pan nie mówi na pani. Jestem Natalia. - Uśmiechnęła się i wyciągnęła do niego rękę.
Odwzajemnił uśmiech. - Maxi. Dobra. Do Calle Lavalle pójdziesz prosto, a później w prawo, i za kwiaciarnią skręcisz w lewo. Powinnaś trafić, a jakby co, to dopytaj się ludzi, na pewno ci powiedzą.
Uśmiechnęła się szerzej, z wdzięcznością.
- Bardzo ci dziękuję - odparła.
Musiała przyznać, że nie znała ludzi od tej strony - szczególnie mężczyzn. Rzadko spotykała miłe osoby. A jeśli już były naprawdę miłe, to zazwyczaj chciały coś w zamian. A takiego dobrego, uczynnego chłopaka widziała... chyba pierwszy raz. Pomógł jej, i nawet nie wyśmiał, kiedy powiedziała, że nie zna swojego miasta. Chyba, że nie umiał czytać między wierszami... Cóż, nie wyglądał na jakiegoś niedorozwiniętego.
W sumie... nie wiedziała co ma myśleć. Bo to było takie dziwne.
Choć sama nie miała pojęcia dlaczego.

Zamknął drzwi samochodu.
- Tak, pewnie! Od dzisiaj palimy papierosy w samochodzie, no bo kogo obchodzi to, że wszyscy się podusimy? Nie, przecież to nieistotne! Po co się przemęczać i otwierać głupią szybę, skoro możemy zadymić całe wnętrze, prawda? No powiedz, Federico, ty też tak myślisz?
Włoch rzucił mu uważne spojrzenie, Marco zauważył w nim jednak cień rozbawienia.
Nacisnął jeden z przycisków i odsunął szybę. - Zadowolony?
Meksykanin zmarszczył czoło.
- Ale przecież ja nic nie mówiłem. Przyznałem ci tylko rację, przecież zrobiłbym tak samo jak ty. Wiesz, trzeba się hartować. Najwyżej wylądujemy na intensywnej terapii z niewydolnością płuc, ale co to dla nas!
Federico westchnął ciężko i zaśmiał się pod nosem.
- Skończyłeś już? - spytał. - Weź mi powiedz, długo myślałeś co powiedzieć?
- Nie, to tak samo z siebie. A co, fajnie mi to wyszło, nie?
Pokiwał powoli głową. - Nawet nieźle, muszę przyznać. Wiesz, bynajmniej lepiej od tego twojego brzdękolenia na gitarze. Federico jest idiotą, taką głupią, starą ciotą! Śmierdzi, czuć go z kilometra, wszyscy uciekają, bo mają pietra!
Marco wybuchnął śmiechem. - Ale to też jest dobre. Wymyślałem to na poczekaniu, wyrazy uznania mi się należą. Ty byś czegoś takiego w życiu nie ułożył, mogę się założyć.
Byli normalnie wzorem przyjaciół. Bardzo często się wyzywali, darli się na siebie i lali bez skrupułów, ale to wszystko przecież było tylko dla żartów. Umieli śmiać się z samych siebie, i na dodatek przychodziło im to z zadziwiającą łatwością.
Jeden potrafił stanąć w obronie drugiego, choć czasami sam chętnie by mu coś zrobił. Federico nadal pamiętał jak wylądował w szpitalu, kiedy Marco z całej siły przywalił mu w kość piszczelową. Miał niezły ubaw, kiedy jego przyjaciel przez kilka następnych dni usługiwał mu jak królowi, bo on sam nie mógł chodzić. Robił mu za błazna, służącego... Cóż, to były chyba jedne z najlepszych dni w jego życiu.
- Dobra, nieważne. - Machnął ręką i wyrzucił wypalonego papierosa za okno. - Słuchaj mnie lepiej, to opowiem ci o takiej jednej lasce. - Odpalił samochód i ruszył. - Byłem ostatnio w klubie. Tak wiesz, żeby się rozerwać, bo szef mnie zdenerwował. Próbowałem wyrwać kilka dziewczyn, ale jakieś takie niedostępne były. W końcu zauważyłem taką blondynkę przy barze. Podszedłem do niej, zagadałem... Zaczęła coś mówić, że chce spróbować zapomnieć, to ja na to, że mogę jej pomóc. Powiem ci, że się od razu zgodziła. - Zaśmiał się ponuro. - Ale stary, uwierz mi... w łóżku była nieziemska. A jakie kształty miała, jaka ostra... Możesz mi zazdrościć, serio.
Marco pokiwał powoli głową. - Mogę ci zazdrościć? A pamiętasz chociaż jak miała na imię?
- Już nie rób ze mnie takiej świni. Oczywiście, że pamiętam. Ludmiła. Ładnie, nie?
Prychnął z irytacją.
Cóż, to chyba było jakieś święto. Federico zapamiętał imię dziewczyny z klubu... niesamowite. I nawet wiedział jaki miała kolor włosów! Tego by się po nim nie spodziewał.
- Genialnie. Chłopie, robisz postępy. Przynajmniej coś o niej wiesz. Ostatnio nie wiedziałeś nawet jaki miała kolor bielizny.
- Weź, nie porównuj. Taką dziewczynę to sam byś zapamiętał. Normalnie, mówię ci...
- Dobra, dobra - przerwał mu. - Miałeś zajebistą noc, podnieciłeś się na maxa, doszedłeś kilka razy, rozumiem cię doskonale, ale bardzo cię proszę, patrz na drogę, bo zaraz walniesz w jakieś drzewo.
Rzucił mu tylko rozbawione spojrzenie.
I tutaj już nikt nie mógł zaprzeczyć ich przyjaźni. Zresztą, gdyby tylko spróbował, dostałby w zęby od któregoś z chłopaków.
Więc lepiej się nie zbliżać.

 
Jest i rozdział, masakrycznie spóźniony, ale to szczegół. Nie no, przepraszam was, ale byłam na wyjeździe i nie miałam czasu spokojnie czegoś napisać, a jak już miałam czas, to byłam zmęczona po całym dniu i marzyłam tylko o łóżku <333 Mam nadzieję, że wam się ten rozdział spodoba, nie chciało mi się go dzisiaj pisać, ale wtedy musielibyście czekać jeszcze dłużej, a na to nie chciałam was skazywać xD
Marcia, przepraszam cię ogólnie, że ci dedykuję takie coś ;( Ale Naxi pisałam z myślą o tobie, wprawdzie nic tam się takiego nie dzieje, bo w ogóle mi się wszystko popierdzieliło :P Ich spotkanie miało być inne, ale zapomniałam o jednym istotnym szczególe i wymyślałam coś innego :D
Rozdział kolejny powinien pojawić się w przyszłym tygodniu. A ja tymczasem zapraszam was na mojego drugiego bloga, gdzie w piątek pojawi się part o Naxi, no i na którym trwa konkurs na OP :)

18 KOMENTARZY - ROZDZIAŁ 17

AWWW CZY KTOŚ MI WYTŁUMACZY CO SIĘ STAŁO Z TWARZĄ LODO NA TYM ZDJĘCIU? -.-
JAK FIGURA WOSKOWA, NO BŁAGAM WAS ;C


Kocham was <3333

46 komentarzy:

  1. Jak zawsze cudowny ! Dziś komemtarz może być bardzo krótki bo z telefonu :( O już czekam na następny rozdział bo chcę wontek Camili bo wiem co będzie ;* Naty spotkała Maxiego w końcu :) I przyjazń Federa i Marco . Fede zapamiętał Lu ;) Kcham Cię Oleńko <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wątek* Wero, nie wontek xD
      Kocham cię <3333

      Usuń
  2. Witaj witaj :D
    Nareszcie jak ja na to czekałam XD
    Spotkanie Naxi :D
    Wprawdzie nic się konkretnego nie wydarzyło , ale to już coś XD
    Cami i dziwni Francuzi O.o
    Już nie mogę się doczekać nexta :D
    Fede i niezła lasku Lu XD
    Mam nadzieje , że Feduś wreszcie zmądrzeje XD
    No to czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie? :o BOŻE! Wracam... jeszcze dziś <3
    Kocham cię <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla ciebie <3
      Ja cię kocham bardziej <3

      Usuń
    2. Oleńko, kochanie moje

      nawet nie wiesz jak bardzo czekałam na tą najwspanialszą szesnastkę, serio. Jest wprost cudowna, serio. Nawet nie wiesz jak strasznie uwielbiam twój styl. Chyba w poprzednim komentarzu powiedziałam Ci, że jest on lekki i czyta mi się tak szybko, że aż oczy pragną więcej i więcej. Moim zdaniem powinnaś dodawać codziennie, a ja bym skakała jak głupek po moim pokoju (swoją drogą, mogłabym go w końcu posprzątać xD) Wracając zaś do rozdziału. Jest on dla mnie? O.O Za pierwszym razem kiedy to przeczytałam, to się zdziwiłam i nie wiedziałam co zrobić, ale później już się rozpłynęłam. Ty wiesz czemu, prawda? Ale to zaraz. Olasku, dziękuje Ci bardzo za całą pamięć. Jestem szczęśliwa, że ktoś taki, zadedykował mi swoje cudo i jeszcze wpierdzielił do tego takie śliczności, omnmomno. Teraz to ja jestem oddana twojej boskości i wiedz, że się ode mnie już nie odczepisz. Przykleiłam się jak wrzód do tyłka i już tam pozostanę, będę Cię też męczyć o kolejny rozdział, ale to na sam koniec komentarza, bo teraz nie wypada. Ach, no i podkreślę, że kocham twoje opisy, takie dokładne. A dialogi... wyje jak krowa, kiedy je czytam. Serio. Sam przekaz tych zdań mnie zaskakuje. Opisujesz rzeczy z normalnego życia, takie potoczne, niczym nie wyróżniające się drobne wydarzenia, a jednak czyta się wszystko z takim zapałem. Niczego nie jest za dużo, niczego też nie jest za mało. Idealne proporcje każdego zdania ^^ Kilka powtórzeń, by podkreślić ważność słowa, no i styl, który jest przyjemny i powalający swoją zwykłą niezwykłością (chyba takiego czegoś nie ma, ale nie zwracajmy na to uwagi, niech tak będzie xD) Nawet nie wiesz jak bardzo podoba mi się każda część twojego bloga, bo masz pomysły, takie cholernie inne. Fajnie, że bohaterowie się nie znają, że nic, absolutnie nic nie jest połączone ze studiem i to właśnie najbardziej mnie tutaj przyciąga - inność. Pomimo tego, że odzywam się rzadko - ostatnio nawet próbuje to jakoś nadrobić tymi marnymi komentarzami, ale jak widać, nawet to mi nie wychodzi, to wiedz, że czytam zawsze i podziwiam Cię, bardzo. Oluśka, wciąż nie mogę się oderwać od tego rozdziału jest zbyt.. piękny. I ty dobrze wiesz dlaczego, ale ja do tego zaraz dotrę, bo najpierw musze pozachwycać się twoim bóstwem i tym, że ja tak nie potrafię. Ech, wzbudzasz we mnie coś, co jest ukryte gdzieś w środku. Ciesze się jak dziecko. Ach no i dziękuje Ci, że wciąż o mnie nie zapomniałaś. Masz tylu wspaniałych czytelników. Jestem dumna. Naprawdę.
      A teraz może rozdział, co?
      Już Ci pisałam, że ta dwójka jako przyjaciele absolutnie mi pasuje. Naprawdę uwielbiam u Ciebie każdy wątek, w którym oni występują. Więź, która łączy ze sobą Camile i Maxiego jest wręcz nieosiągalna w dzisiejszym świecie, zwłaszcza dla mężczyzny i kobiety. Niektórzy nie wierzą w przyjaźń damso-męską, jednak ja uważam, ze jest ona równie wiarygodna, co inne. No bo kurde... nie zawsze rodzi się miłość, prawda? Tutaj musisz się ze mną zgodzić, bo jak zrobisz coś z Caxi to Cię zabiję, bo cóż.. zobaczyłam, ze kroi się coś innego, hyhy. A wracając znów do naszych przyjacielskich gołąbeczków, oni naprawdę są jak rodzeństwo, takie najprawdziwsze w świecie. Ciesze się, ze Maxi tak bardzo dba o Camile i nie pozwala jej na byle głupoty. Widać też, że nie są dla siebie zbyt potulni, tylko stawiają sprawę jasno, nie zwracając na uwagi na swoje, dość poszarpane uczucia. Ale o to właśnie chodzi? O szczerość? Szkoda tylko, ze rodzice Torres są innego zdania. Po co kurcze wyciągają ją aż do Paryża, czy oni coś knują? Sama się martwię o to wszystko, grr.

      Usuń
    3. O JEZU. Ty zawsze wiesz jak trafić w moje serce. W sumie, nawet wiem dlaczego akurat mi zadedykowałaś ten rozdział. Już od dawna dawałam ci coś utajone sygnały w stronę naxi ( mówiąc utajone, mam namyśli prawie cały komentarz ), to jednak mnie posłuchałaś i w końcu się pojawili. Niby to zupełnie nic. Zmęczony życiem Maxi spotyka Natalkę, która zupełnie zgubiła się w BA i potrzebuje pomocy. To miło z jego strony, że mimo wszystko starał się jej wytłumaczyć. Wszystko dokładnie prześledziłam i stwierdzam, że ta rozmowa to początek jednej, wielkiej miłości, która będzie rozkwitała i rozkwitała. Pewnie Natalka jeszcze kiedyś na niego wpadnie, albo on na nią. Nawet nie wiesz jak wzruszają mnie takie momenty. A sam Maxi? Chyba jest zbyt zajęty Camilą... cóż, myślę, że wszystko się zmieni. Czuje w sercu, że poszukiwania supermarketu jednak się skończą niepowodzeniem, bo Maxi jest zbyt zakręcony, ZAKOCHANY? Tak, to słowo idealnie pasuje, by opisać tą całą sytuacje.. szukałam znaków i proszę. Widzę je. Maxi chyba też je widzi.. Miłoooość rośnie wokół niiich! Sialala. Dobra. Jestem rąbnięta xD
      Ej, wierz mi lub nie, ale kocham przyjaźń Marco i Federico. To wszystko jest takie kochane. Braterska miłość. Widać nawet, ze się o siebie troszczą. Federico wydaje mi się zbyt pewny siebie, taki typowy amant z górnej półki, który uważa, że może mieć każdą. Szczerze mówiąc, to nie lubię zbytnio jego postaci. Wydaje mi się zbyt pozytywnie ubarwiona i jest zbyt... perfekcyjna. Ale u ciebie... Ma ten swój pazurek. Rozmowa z Marco mnie rozwaliła. Jednak nawet pamięta jej imię! XD czyli coś tam mu zagrało. Myślę, że on będzie próbował ją znaleźć, ale... ja na miejscu Ludmiły bym go olała, tak jak on ją. Wszystko zmierza ku jednemu stwierdzeniu. Facet to świnia. A ja się ciągle zastanawiam, dlaczego Maxi nie zaprosił Natki na kawę.. palant jeden :C
      No Oluśka, ja Cię już zostawiam. Musisz mi wierzyć, ze napisałam ten komentarz w dzień dodania rozdziału, ale zapomniałam go opublikować. Chyba jestem idiotką, serio. Dobrze, że pisze je na bloggerze, bo inaczej byłoby ciężko. bo ja to tak na raty cisnę.. trochę rano, trochę w nocy xD Ale wracając do Ciebie. Jesteś wspaniała i masz w to nie zwątpić. Jeszcze raz dziękuje Ci za wszystko, za całą tą piękną szesnastkę i za to, że tutaj jesteś. Masz ogromny talent, a ja mam w końcu Naxi. Wszyscy są szczęśliwi :3

      Z wyrazami miłości,
      Marcia - ta co pisze dziwne komentarze.

      Usuń
    4. Marcia, jak ja uwielbiam takie długie komentarze, bardzo ci dziekuję, kocham cię bardzo mocnoooo <3333

      Usuń
  4. Natomiast ja postanowiłam, że nie zarezerwuję sobie miejsca.
    Nie chcę, by moja wypowiedź zgubiła się wśród pozostałych.
    Mimo, że nie będzie wyjątkowo mam nadzieję, że ją dostrzeżesz.
    Kochanie, mogę powtarzać ci do znudzenia, że piszesz naprawdę niesamowicie.
    Wszystkie słowa, których używasz, mają dla mnie wielką wartość.
    Jesteś idealna pod każdym względem.
    Kocham cię. ♥

    kornelia80

    OdpowiedzUsuń
  5. Okeyyyyy, Niezwyczajna się ogarnęła i wraca do bloggera ! xD
    Dobra, Oleńko, spróbuję się nieco rozpisać, ale niczego nie mogę Ci obiecać, gdyż z moją weną jak z kobietą. Jest zmienna, ale postaram się najlepiej jak potrafię.
    Kochanie, czytałam ten rozdział ponad dziewięć razy. Dlaczego ? Bo był świetny, a ja mam teraz zaciesz, bo moja młodsza kuzynka, u której jestem robi mi śniadanie !!! Ja taka zua hihihihihihihihih xD
    Dobra, kochanie, słoneczko, dosyć o mnie i śniadaniu, wróćmy do Ciebie.
    Jak jż powyżej wspomniałam wcześniej (wyżej) rozdział był niesamowity. Camila leci do Francji !!! Zazdroszczę jej ! Jednak Chorwacja to nie to samo :(
    Piękna przyjaźń, która kwitnie, jest beztroska i bezinteresowna. Czysta przyjaźń, bez zbędnych zobowiązań czy przymusowych czynów. Zarówno Camila i Maxi jak i Marco i Federico. Cudowne ! Czekam tylko na Marcesce <333
    To będzie Ciebie ciekawe połączenie. Jestem ciekawa jak Fran zareaguje na jego zaloty (o ile jakieś będą xD)
    Oleńko, masz niesamowity talent. Każde opowiadanie, które wyjdzie spod twoich palców jest na cenę złota. Z zapartym tchem czekam na każdą publikacje i mam nadzieję, że będzie ich jeszcze bardzo wiele. Kocham Cię i czekam na następny <3333333333

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam Cię kochana <33
    Jejku mój ukochany blog i nowy post . ! <33 Jak ja się za tobą stęskniłam <3
    Niby tylko kilka dni a dla mnie to wieki XD
    Nie wiem czemu, nie umiem się rozpisać. No cóż, tak bywa.
    Camila dwóch przyjaciół, którzy są idiotami XD
    Jej kocham twój styl, nie zdziwię się, jak sam Bóg to czyta.
    Super <3 Uwielbiam Cię.! <33 Masz niesamowity talent, ale
    po co to pisze, jak i tak pewnie o tym wiesz? :P
    Kocham <33

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Tak więc...
      To znowu ja ;)
      I zaraz skomentuje badziewnie to twoje cudo, kochana.
      Camilla nienawidzi stweardess. Chyba dobrze to napisałam xD Nie dziwię się jej, no.
      Jakby któraś na MNIE wylała kawę, to by była istna masakra na pokładzie.
      Dobrze, że ma takiego przyjaciela jak Maxi. Takiego, który ją pocieszy, wysłucha, poradzi, pomoże i tak dalej. I z którym się pośmieje ;)
      Bo wzrost, moje panie to tylko cyfry ;D
      Jak ja go uwielbiam.
      Ale bardziej kocham NAXI <3
      Poznali się i to jest najważniejsze. Zaiskrzyło, zaiskrzy? Kto to wie?
      Kochany Maxi nie śmiał się z Natki, że ona nie zna BA. I dobrze.
      I na koniec, mój ulubiony fragment:
      Federico i Marco.
      Co nie było takiego jednego jak ich dwóch.
      Marco-
      jego teksty powalają na kolana, piosenki są cudne i widać, że chłopak ma mocnego kopa ;)
      Fede-
      amant, palacz, zepsuje sobie płuca, no ;(
      Ale pamięta Lu, pamięta hahaha :)
      Wybacz, ale ja się tak cieszę bo Niemcy będą w finale Mundialu, hihihi ;
      Co ja tu mogę więcej powiedzieć...
      Nic bo ty masz niezaprzeczalny talent i głowę z pomysłami ;)
      Kocham Cię mocno, mocno i zawszę będę wspierać <3333333333333333333333
      całuję,
      Wika
      PS. Czemu Cami nie znosi Francuzów? Zupełnie jak matka pewnego chłopaka...
      PPS. Co oni zrobili Lodo !?

      Usuń
    2. Cami nie znosi Francuzów, bo tak mi coś wpadło do głowy xD Ale nie, nie ma to żadnego związku z mamą pewnego chłopaka :P
      Zmasakrowali Lodo -.-
      Dziękuję, kocham cię <3

      Usuń
  8. Hej, Olu ♥
    przeczytałam z samego rana (czyt. o 11 - tak, dla mnie to ranek!), i postanowiłam skomentować, bez zbędnego ociągania, co by nie mieć spóźnienia, choć raz. Brawka! ;D A tak na poważnie, te brawa, w całości i zupełnie należą się Tobie. Po czymś tak świetnym, nie mam wątpliwości, że pisarką jesteś cudowną, i cóż, że z czasem będzie jeszcze lepsza, pewniejsza. Już teraz widać, że pisanie to dla Ciebie coś ważnego, coś co sprawia Ci radość, pomaga się rozwijać. A ja na to z przyjemnością patrzę - z każdym kolejnym rozdziałem, partem utwierdzam się tylko w tym przeświadczeniu, nie przestanę :)
    Rozdział szesnasty ♥ Zawędrowaliśmy już tak daleko? O rajusiu *.* Tak bardzo mnie ten fakt cieszy, i tak... mam nadzieję, że dobijemy setki! Możesz mi to obiecać? Proooooszę. Ale dobrze, bez zbędnej dramaturgii ;D Przejdę już do treści.
    Zaczynamy od Camili. Biedna, zostaje obudzona w dość nieprzyjemny sposób, jednak kiedy drugą osobą okazuje się jej przyjaciel, czuję się lepiej? Może ma okazję komuś się wygadać? Myślę, że każdy czasem tego potrzebuje. Jednak przelewanie na tę osobę złości? Nie, nie, to się nie godzi. Dobrze, że ją upomniał. Chociaż ja sama nie wiem jakbym się zachowała. Siedzę w samolocie, nie wiem, gdzie lecę i po co, a do tego jeszcze - o zgrozo!, stewardessy. Po tym co jej się przydarzyło też bym miała względem nich taki stosunek, seryjnie ;D No i... Paryż. Chyba pisałam w poprzednim, że tak właśnie przypuszczałam... Jeśli nie, to wiedź, że właśnie tak myślałam, muahhaha. Jasnowidz Edyta ;D
    A dalej, idziemy do Maxiego. Lubię go, nawet bardzo. Już w ostatnich rozdziałach pokazał, że jest świetnym przyjacielem, nauczycielem. Widać, że dla niego liczy się praca, uwaga, dlatego w sumie nie dziwię się, że troszkę się zdenerwował. Każdy ma do tego prawo. A jednak mimo kiepskiego humoru, pomógł obcej osobie. Natalce ♥ I to było takie cudowne, omomo. Zwłaszcza jak dziewczyna pomyślała, że Maxi jest bardzo miłym chłopakiem - bo pomyślałam tak samo! I cóż ;> Mam nadzieję, że jeszcze gdzieś na siebie wpadną, hyhy. Naxi musi być! ♥
    I na koniec, Federico i Marco. Dwaj przyjaciele. Wiesz... strasznie lubię tego typu przyjaźnie. Dogryzają sobie, nie szczędzą opryskliwości, a jednak kochają się. Jak bracia ♥ I mogą na siebie liczyć, to jest piękna. Poza tym, ich teksty mnie rozwalają, serio - kładą na łopatki ;D Uuu, Federico pamięta Ludmiłę! Niemożliwe. Może coś z tego wyjdzie? ;>
    Może ten komentarz nie jest zbyt długi, ale dość fajnie mi się go pisało, więc jestem zadowolona :)
    Kocham Cię, czekam na siedemnastkę!
    Edyta ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję ;) A komentarz jest długi, i nie gadaj, że nie :D
      Kocham <3

      Usuń
  9. Świetny. Ja z moją przyjaciółką mamy podobnie jak Fede i Marco też się przezywamy na żarty. Też jestem ciekawa, po co Cami rodzice zbierają do Paryża, może chcą spróbować zaakceptować jej pasję, może będzie musiała się przenieś na stałe do tego miasta, albo wypad rodzinny. Nie wiem. Brakuje mi Violi i Leona. Czekam na next. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj Fede *-* Super rozdział :D ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. A właśnie, wiem, że powinnam to zrobić w zakładce, ale mam nadzieję, że się nie obrazisz. Kochanie, założyłam nowego bloga, pojawił się tam prolog z dedykiem dla Ciebie. http://niekryjsiezmiloscia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, z dedykacją dla mnie? Wpadnę jeszcze dzisiaj ^^

      Usuń
  12. Moje miejsce, zajmuję ;D
    Został mi tylko ten rozdział ;D Wrócę do niego rano, zwłaszcza, że taki komentarz mi się ciśnie, że teraz nie dałabym rady.
    Kocham Cię ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochanie, wróciłam!
      Muszę Ci powiedzieć, że jestem pod wrażeniem.
      W związku z tym, że jest to mój pierwszy komentarz tutaj, to nie odniosę się do konkretnego rozdziału, a do całego opowiadania. Wiesz jak to ja, nie mam, co robić (jasne :D) i napiszę długiego komentarza. Mam nadzieję, że nie zaśniesz w połowie, albo jeszcze wcześniej i przeczytasz go do końca ;D
      Więc tak, to już 16 rozdział, a mieliśmy dopiero jedno spotkanie Leonetty, Naxi, Fedemiły i Marcesci. Jedno spotkanie, a 16 rozdziałów to pozwala myśleć, że plan masz taki, że tych rozdziałów będzie masa. Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy. Z jednej strony. Bo z drugiej, było aż 16 rozdziałów a moja Leonetta nawet się imionami nie wymieniła, że nie wspomnę już o jakimś romansie, a Violetta w dodatku jest z jakimś tam gościem, Lorenzo, o ile dobrze pamiętam. Przecież to jest istna masakra.
      Nie mam pojęcia, co Ci tam w tej główce siedzi, ale wiem, że będzie cudownie, w końcu to Twoje dzieło.
      Leon tatusiem. Cieszę się, że stanął na wysokości zadania i zaopiekował się Dolores, kiedy jej matka zniknęła. Domyślam się, że ona się kiedyś pojawi. W przyszłości, jak Leonetta będzie szczęśliwa, aby przerwać ich sielankę i wprowadzić zamęt. Przecież musi coś się dziać, prawda? W końcu życie nie jest łatwe.
      Ludmiła. Jest mi jej bardzo szkoda. Nie tylko przez tę noc, która była jednym, jedynym spotkaniem Fedemiły, ale ze względu na siostrę. Wciąż do końca nie wiem, o co tak dokładnie jej chodzi. Przeprasza ją dlatego, że po nią nie wyszła i nie przypilnowała, aby bezpiecznie doszła do domu? Czy może pod tym jednak czai się coś więcej? Nie mniej jednak sądzę, że dzięki temu, że Sarę spotkało to, co Fran to właśnie blondynka okaże się tą osobą, która wyciągnie Włoszkę z tej paniki przed płcią brzydką, co więcej stanie się to zanim siostra blondynki umrze i być może Fran jej pomoże. W końcu, kto jak nie ona zrozumie, przez co przechodzi siostra Ludmiły?
      Federico, no cóż. Wiadomo jak jest, ale czy to go usprawiedliwia? Nie bardzo. Mierzy wszystkich jedną miarą, a jakby tak to samo zrobiły z nim kobiety? Gdyby trafił na taką, która była bita i to na nim chciała się zemścić i na przykład dźgnęłaby go nożem? Czy usprawiedliwiłby ją fakt, że żyła w patologicznej rodzinie, a jej ojciec katował ją i matkę? Nie. No właśnie. Federico zdecydowanie powinien się zastanowić nad swoim zachowaniem i tu pomoże pewnie Ludmiła. Już zapamiętał jej imię i kolor włosów. Oboje zgodnie stwierdzili, że była to najlepsza noc w ich życiu. Pewnie jeszcze się spotkają i to właśnie blondynka zmieni jego nastawienie do płci pięknej. Oby tak było, bo jak na razie jest negatywną postacią w opowiadaniu.
      Natalia. Właściwie nie różni się aż nadto od tej, którą znamy z serialu. Tak samo zamknięta tyle, że ma inne powody i u Ciebie jest krótko mówiąc wredna. Rozumiem, że ma za złe siostrze to, co ma, ale czy to rzeczywiście jej wina? Przecież Violetta też była tylko dzieckiem. Zapewne nawet nie do końca sobie zdaje sprawę z tego jak jej rodzice traktowali przez nią Naty. Jak na moje to powinny razem usiąść i poważnie porozmawiać. Wyjaśnić sobie wszystko. Tym bardziej, że Vilu próbuje siostrze pomóc i sama Natalia to powinna zauważyć, przecież kocha ją tak samo jak ona ją, co pokazała wtedy, jak jej pomogła z tym poparzeniem.

      Usuń
    2. Podejrzewam, że i u Ciebie, tak jak w serialu pomoże jej Maxi. I będzie Naxi. W końcu się spotkali, a Natalia jest nim niemal zachwycona. Nigdy przecież nie spotkała kogoś takiego. Maxi jest osobą jak najbardziej pozytywną. I tu u Ciebie i w serialu. Jedna z barwniejszych postaci, ciekawszych. Podoba mi się, że jest taki przyjacielski. Przyjaźń to fantastyczna i ważna w życiu człowieka sprawa, a on jest wręcz idealnym przyjacielem.
      Mamy Leona, Violettę, Lu i Fede, a także Naxi, a i oczywiście Fran, chociaż o niej pewnie jeszcze wspomnę. Kto nam został? Camila, Marco i nasz Brazylijczyk, który niedługo się pojawi w Argentynie.
      Marco. Czy jego spotkanie z Fran można nazwać spotkaniem? Dziewczyna ledwie go zapewne pamięta, bo stało się jak się stało. Ale niech tak będzie. Spotkanie. Jeżeli Marco będzie miał podobny charakter do tego Marco, z Twojego ostatniego Parta o Marcesce to sądzę, że to właśnie z nim Fran będzie łamała bariery. To mu będzie pozwalała na coraz to śmielszy dotyk.
      Marco jest przeciwieństwem swojego przyjaciela (i chwała mu za to), szanuje kobiety, nie wykorzystuje ich, a co więcej potępia sposób życia Federica. Bardzo dobrze o nim świadczy fakt, że wciąż przy nim jest. Pomimo wszystkich świństw, które ten robi, Marco nadal przy nim trwa. Takiego przyjaciela to szukać ze święcą i Fede też powinien do takiego wniosku dojść i w końcu coś dać od siebie.
      Camila, Cama, Camilka. Biedny rudzielec. Współczuję jej braku wsparcia ze strony rodziców. I nie podoba mi się ten cały wyjazd do Paryża. Osobiście jakbym miała taką rodzinkę jak ona to wcale bym nie wsiadła do tego samolotu. Jest dorosła i nie mają prawa jej zmusić. Za tym kryje mi się podstęp. Nie pamiętam, aby w Paryżu był jakiś tor motocrossowy, więc zapewne chodzi o medycynę. Fajnie, że jest zmuszona do odpoczynku, ale nie kosztem przyszłości, którą być może przypieczętowała tym, że wsiadła do tego latającego środka transportu. Obawiam się, że tak szybko do kraju nie wróci i jej rodzice tego dopilnują. Muszę Ci powiedzieć, że Camila jest jedyną osobą, która nie spotkała się jeszcze ze swoim potencjalnym partnerem. Jednak teraz mi zaświtało, że Brod właśnie leci do Francji. Czyżby to tam się spotkali? I to on ją wyciągnie ze szponów rodziców i razem zwieją do Argentyny?
      No i w końcu, Brazylijczyk ;D Na Mundialu z Niemcami dostali straszne baty, ale cóż. Myślę, że Twój bohater nie będzie rezygnował tak szybko jak piłkarze. W sumie oni grali tylko 4 minuty, potem zaczął się marsz naszych sąsiadów i sobie nie pograli. Chociaż w jednym miejscu przypomina mi on właśnie tych piłkarzy. Oni nie grali, a on nie walczył o to, by wrócić do Brazylii do swojego konającego ojca. Przecież każdy pracodawca daje w takiej sytuacji urlop. Nie sądzę, aby ten był takim chamem, że tego by nie zrobił. (Wybacz za wyrażenie.) Nie mniej jednak zazdroszczę mu pracy, którą lubi. (Nie tylko w sumie mu.) Ale przede wszystkim zazdroszczę mu tej podróży. Jeny, jak ja chętnie bym sobie tak wyjechała…
      Reasumując: opowiadanie jest świetne. Widać, że piszesz to Ty, bo właściwie prawie każdy bohater ma za sobą jakieś traumatyczne przeżycie pełne bólu i cierpienia. Kto to może opisać lepiej niż Ty, Oleńko? Masz naprawdę niesamowity dar i powinnaś go rozwijać. Opowiadanie czyta się lekko, jest wciągające i już z niecierpliwością czekam na rozdział 17.
      Cholerny blogger nie zmieścił całości ;/
      Kocham Cię ;**
      Candy.

      Usuń
    3. Jezu, jaki długi komentarz (e) <333
      Bardzo dziękuję, kocham cię <3333

      Usuń
  13. Zostałaś nominowana do LBA na blogu www.leonettadestiny.blogspot.com ;D

    Długo zastanawiałam się, który blog nominować, ale tu chyba było mniej nominacji, zresztą nie wiem, bo ich tutaj nie czytałam ;) :* A oba to stwierdziłam, że bez sensu, chociaż oba na to zasługują. ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetne dialogi :) I cudna historia
    od dziś jestem nową czytelniczką ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy jakaś scena z Leonettą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy, kiedy przyjdzie na nią czas :D Może w kolejnym rozdziale ;)

      Usuń
  16. Witaj ponownie Olu! ;D
    Na początku - przepraszam za to straszne opóźnienie. Zawsze i wszędzie spóźniona jestem. To trzeba być mną. Ale nieważne. Nie będę się nad sobą użalać. Nie tutaj. Nie teraz. Tak sobie czytam i czytam ten rozdział i ... umieram. Ze śmiechu. Serio, przeszłaś samą siebie. Absolutnie poprawiłaś mi dziś humor, za co jestem Ci bardzo wdzięczna. Ale do rzeczy. Co mamy w samym rozdziale.

    Camila. Nie ma prostej sytuacji ze swoimi rodzicami, to na pewno. Już po tym krótkim fragmencie o nich widać, że nie potrafią ze sobą rozmawiać. No i teraz zabrali ją na wycieczkę, że tak to nazwę, w tajemnicze miejsce. Celem ich podróży okazuje się być stolica Francji - Paryż. Tak się zastanawiam: po co właściwie ją tam zabrali? Co znacznie ciekawszego od wieży Eiffela chcą jej tam pokazać? No i cudowny motyw przyjaźni. Zarówno tutaj między nią Maxim (i Leonem, tak?) jak też między Marco I Federico, ale o tych drugich wspomnę jeszcze później. Wracając. Dobrze mieć prawdziwego przyjaciela, który cię wysłucha i zrozumie. Camila ma mimo wszystko dużo szczęścia. No, i jak widać to właśnie dzięki tej przyjaźni jest jej łatwiej w życiu. Co jeszcze ciekawego zawarte jest w tej perspektywie? Jej wspomnienie, które myślę, że w pełni wyjaśnia jej obecną niechęć do "tych kobiet pracujących w samolocie". Przykra przygoda z dzieciństwa, której skutki - w postaci blizn an nogach - ciągnęły się jeszcze przez bardzo długi czas za nią.
    "Tylko nie zapomnij. Trzymaj się, mała.
    - Nie jestem mała, kurduplu...
    - Jesteś młodsza. Ja jestem starszy i dojrzalszy. A wzrost to tylko cyfry, więc się tam nie produkuj." - Padłam.

    Dalej. Maximiliano. Jak zaczęłam czytać ten fragment o nim to pierwsze co przeszło mi przez myśl to, że to perspektywa o Gregorio. Nie wiem czemu, tak jakoś. Może to przez to jego zachowanie na początku. W sumie on też jest nauczycielem tańca. Niewielka "pomyłka". Tak, zrób sobie przysługę i nie czytaj tych głupot, które tu wypisuję XD Opisany był jego dzień. I najlepsza część - poznanie Natalki. Naxi ♥ Natalka spytała się go gdzie znajduje się nowy supermarket, a ten zachował się jak człowiek i jej pomógł. Tak... miłość w powietrzu. ♥ XD

    I na koniec, chyba najlepszy fragment w tym rozdziale. A przynajmniej mnie on najbardziej przypadł do gustu. Opowiada on tak naprawdę o przyjaźni Marco I Federica. Cudownej przyjaźni. Takie są najlepsze. Droczą się ze sobą, dogryzają sobie, ale wskoczyli by za sobą w ogień. No i na tej perspektywie najbardziej się pośmiałam. Oni są świetni. Najlepsi. ♥
    "- Tak, pewnie! Od dzisiaj palimy papierosy w samochodzie, no bo kogo obchodzi to, że wszyscy się podusimy? Nie, przecież to nieistotne! Po co się przemęczać i otwierać głupią szybę, skoro możemy zadymić całe wnętrze, prawda? No powiedz, Federico, ty też tak myślisz?" - Leżę i nie wstaję. A to dopiero początek.
    "- Dobra, dobra - przerwał mu. - Miałeś zajebistą noc, podnieciłeś się na maxa, doszedłeś kilka razy, rozumiem cię doskonale, ale bardzo cię proszę, patrz na drogę, bo zaraz walniesz w jakieś drzewo." - Umieram.
    No i na koniec Federico wspomina Marco o Ludmile. Zapamiętaj imię, kolor włosów. Robi postępy chłopak, nie ma co. Ech, uwielbiam tą dwójkę.

    Podsumowując ten żenujący komentarz mojego autorstwa - wspaniały rozdział. Mam teraz dzięki Tobie bardzo dobry humor, czego mogę chcieć więcej? Zostaje mi już tylko jedno - życzę dużo weny i niecierpliwie czekam na kolejny, siedemnasty już rozdział.
    Ściskam, Tyśka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ten piękny komentarz, nie jest żenujący <33333
      Kocham <3

      Usuń
  17. Lalalalallaal ciota Nikoletta Cię bardzo kocha i jeszcze bardziej chce kolejny rozdział <3 .
    Jesteś wspaniałą pisareczką o niesamowitym talencie, a taki plebs jak ja chce podziwiać Twoją ogromną twórczość częściej niż raz na 2 tyg, dlatego błagam misiu ! NIech ten komentarz doda Ci weny ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  18. A teraz by były 2 komentarze, Nikoletta (ale to nie ja, jakby co) :D chce Ci powiedzieć, że jesteś niesamowita!
    Twoje opowiadanie jest dla mnie jak tlen, bez którego nie mogę żyć :D
    Jesteś moją muzą, moją weną, moim słoneczkiem ! ♥
    Błagam.... padam na kolana przed Twoim idealnym, niepodważalnym talentem...
    Zmiłuj się na de mną ..., <3 .
    Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecałam się wczoraj wziąć za ten rozdział, ale się nie wzięłam, przepraszam ;( Rodzina przyjechała, ja naprawdę nie mam czasu, żeby pisać ;(
      Będzie niedługo, obiecuję! <3

      Usuń