piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział siedemnasty

Pchnął wielkie, szklane drzwi i przekroczył próg. Nie wiedział jak ma się zachować. Był tutaj drugi raz w życiu, tym razem prywatnie. Bez żadnych dokumentów i papierów dotyczących szkoły. W sumie nie wiedział, po co w ogóle tutaj przyszedł. Nie znał kobiety, która jakiś czas temu zemdlała na jego oczach, nie znał jej imienia, nazwiska, nie wiedział, jaką funkcję tutaj sprawuje, więc nie miał pojęcia jak o nią spytać. Może wystarczy opisać ją jako kobietę, która straciła przytomność? Nie wierzył, że ta wieść nie rozniosła się po firmie, dlatego na pewno każdy będzie wiedział o co chodzi. Cóż, przynajmniej taką miał nadzieję.
- Przepraszam - zaczepił średniego wzrostu blondynkę idącą korytarzem. W rękach trzymała stos kartek. - Szukam takiej jednej kobiety... niska, czarnowłosa... nie wie pani?
Dziewczyna zmarszczyła brwi, ale po chwili uśmiechnęła się. - Wie pan, w naszej firmie pracuje dużo niskich, czarnowłosych kobiet. Może pan jakoś dokładniej?
Podrapał się po głowie, jednak odwzajemnił uśmiech.
- Hmm dokładniej? Całkiem niedawno straciła przytomność na korytarzu, akurat przy tym byłem.
- Ach tak, mówi pan o Francesce? Jest u siebie w gabinecie. Pójdzie pan prosto, to ostatnie drzwi po lewej.
Podziękował uprzejmie po czym oddalił się we wskazanym kierunku. Stanął przed dużymi, drewnianymi drzwiami. Spojrzał na tabliczkę z imieniem, nazwiskiem i pełnioną funkcją, po czym zapukał mocno. Kiedy z głębi dobiegło go głośne „proszę”, nacisnął klamkę.
Przy dużym, drewnianym biurku siedziała drobna kobieta. Wokół niej walało się pełno papierów i innych tego typu rzeczy. Wstała.
- W czym mogę pomóc? - spytała uprzejmie.
Uśmiechnął się niepewnie. - Dzień dobry, jestem Marco Tavelli. Chyba mnie pani nie kojarzy... Straciła pani przytomność zaraz po tym jak panią zaczepiłem.
Pokiwała powoli głową. - I co w związku z tym?
Jej głos był chłodny i wyprany z emocji. Cóż, nie lubiła wspominać żadnych z takich rzeczy, tym bardziej z obcymi ludźmi. Przecież to była wyłącznie jej sprawa, prawda?
On nie spodziewał się, że może być taka niemiła. Wydawała się być przyjemną dziewczyną. Ale podobno pozory mylą.
- Czułem się tylko w obowiązku spytać jak się pani czuje. W końcu to wszystko stało się na moich oczach. Chciałem się upewnić, czy nie z mojej winy - wytłumaczył. - Ale skoro wszystko jest w porządku... Przepraszam, że zabrałem pani czas i przerwałem pracę. Do widzenia.
Odwrócił się i już miał odejść, kiedy zatrzymał go jej głos.
- Niech pan poczeka. - Spojrzał na nią. - Proszę mi wybaczyć, po prostu nie lubię rozmawiać o takich sytuacjach. Wie pan, moje zdrowie pozostawia wiele do życzenia, to nie pana wina.
- Miewa pani jakieś ataki? - Upewnił się.
Potwierdziła powolnym skinieniem głowy.
- Coś koło tego. Ale już się przyzwyczaiłam, jeśli można to tak nazwać. Ja jestem Francesca. - Spodziewał się, że wyciągnie do niego rękę, pomylił się jednak. - Bardzo dziękuję za fatygę. Nic mi się nie stało. - Posłała mu delikatny, jakby wymuszony uśmiech.
Odwzajemnił go. Pożegnał się z kobietą, po czym wyszedł z gabinetu.
Przekręciła klucz w zamku i odetchnęła z ulgą. Usiadła na krześle i otarła pot z czoła.
Nie znosiła przebywania w towarzystwie mężczyzn. Nienawidziła wychodzić na miasto, bo tam na każdym kroku spotykała przedstawicieli płci przeciwnej. Życie jednak jest brutalne i trzeba przełamywać swoje najgorsze słabości.
I ona też musiała. Mimo, że było jej tak cholernie ciężko.

Biegła zdenerwowana przed siebie. Potykała się o własne nogi. Z brązowych oczu płynęły gorzkie łzy. Próbowała je powstrzymać, ale jej wysiłki szły na nic. Ocierała krople wierzchem dłoni i próbowała nie przewrócić się gdzieś na środku chodnika w otoczeniu innych ludzi.
- Excuse me, excuse me - zaczepiła jakiegoś mężczyznę idącego przed siebie. - Excuse me.
Nie miała ochoty łamać sobie języka na tym cholernym francuskim, zresztą i tak nie pojmowała nic z tego, co usłyszała przez te kilka dni.
Ciemnoskóry chłopak odwrócił się w jej stronę. Uśmiechnął się, spoważniał jednak kiedy zobaczył w jakim jest stanie. - What happened? - Zrobił krok w jej stronę.
Otarła łzy z policzków i pokręciła przecząco głową. - Nothing, nothnig, but... nothing. - Przerwała na moment. - Do you know where is... ehm... Boże, jak to było...
- Jesteś Argentynką? - przerwał jej.
Odetchnęła głęboko i poprawiła torbę spadającą jej z ramienia. - A ty Argentyńczykiem?
- Nie - zaprzeczył. - Ale umiem hiszpański. Co się stało?
Ponownie zaprzeczyła ruchem głowy przetarła twarz rękawem.
- Nic, naprawdę. Lotnisko, lotnisko... Wiesz może, gdzie jest lotnisko?
- Po drugiej stronie miasta - odpowiedział. - Na pewno wszystko w porządku? Pomóc ci jakoś? Może cię gdzieś podwieźć?
- Nie trzeba, poradzę sobie. Dziękuję za pomoc.
Ścisnęła w dłoni rączkę walizki, pożegnała się i szybkim krokiem ruszyła w stronę najbliższego przystanku autobusowego. Bilet na samolot zamówiła już pół godziny wcześniej.
Nie chciała dłużej przebywać w tym kraju. Nie z nimi.
Nie sądziła, że będą zdolni do czegoś takiego. Chore ambicje całkiem przesłoniły im świat i teraz zachowywali się, jakby byli... chorzy psychicznie, dosłownie. Nie potrafili zrozumieć swojej córki. Niby chcieli dla niej dobrze, powtarzali, że jeszcze kiedyś im za to podziękuje, ale ona naprawdę miała tego dość.
Miała wielką ochotę zerwać wszelkie kontakty i więcej się z nimi nie zobaczyć, ale wiedziała, że wtedy zostałaby z niczym. Materialistka, ktoś by powiedział - i ona w głębi duszy się z tym zgadzała. Cóż, zależało jej na pieniądzach, bo za dobre słowo przecież chleba nie kupi. Ona nie miała za wiele czasu; studia, wykłady, motocross - to wszystko zajmowało jej całe dnie. Całkiem niedawno jeszcze dorabiała sobie wieczorami w jakichś barach i knajpach, zrezygnowała jednak, kiedy Leon i Maxi prawie spuścili łomot jednemu z klientów, bo ich zdaniem "patrzył jej się w dekolt, dotykał ją tam, gdzie zdecydowanie nie powinien i przystawiał się do niej". Kiedy powiedziała im, że nie mogą tak reagować, bo to w końcu klient baru, a ona wiedziała na co się pisze podejmując pracę tutaj, uznali, że ich przyjaciółka nie będzie pracować w otoczeniu pijanych facetów, którzy myślą tylko o jednym i mogą ją wykorzystać, po czym kazali jej rzucić pracę wcześniej obiecując jej, że pomogą jej znaleźć coś innego, a jeśli to się nie uda, sami będą jej pomagali finansowo. Camila wiedziała, że to nie była propozycja, ale rozkaz i chcąc nie chcąc musiała zrezygnować. Sama zresztą miała już dość tych śmierdzących kolesi, którzy czasami na za dużo sobie pozwalali. Musiała przyznać, że odetchnęła z ulgą kiedy ostatni raz wychodziła z pomieszczenia dla pracowników ze świadomością, że już nie będzie musiała tam wracać.
Cóż, pracy nie znalazła do tej pory. Za każdym razem odrzucała pomoc swoich przyjaciół, bo nie chciała, aby płacili za jej utrzymanie. Motocross trochę ją kosztował; co jakiś czas musiała kupować nowy kombinezon, bo przy takiej ostrej jeździe nieraz zdarzały się kolizje. Sam motocykl również sporo od niej wyciągał, bo przecież to ona musiała płacić za różne naprawy i inne tego typu rzeczy. Camila już nawet nie wspomina okresu, kiedy jeździła na starym, wypożyczonym motorze, bo jej własny uległ poważnemu wypadkowi - do tej pory nie wie z jakiego powodu jakiś młody i niedoświadczony chłopak wsiadł bez pozwolenia na jej maszynę - a ona nie miała pieniędzy aby kupić nowy. Oszczędzała wtedy na wszystkim, odmawiała sobie wielu przyjemności, aby po dwóch miesiącach kupić sobie nowy pojazd, który niczym nie równał się z tym starym gruchotem nie potrafiącym wyciągnąć przyzwoitej prędkości. Z ulgą wsiadła na najlepszy motocykl w jej "karierze" i ponownie stała się najszybszym zawodnikiem na torze. Uwielbiała to.
Uwielbiała wszystko co było związane z motocrossem. Uwielbiała tą adrenalinę, krew buzującą w jej żyłach i uczucie, że teraz może wszystko. Czuła się wspaniale, kiedy przez kilka - a nawet kilkanaście - sekund szybowała na swojej maszynie w powietrzu, wykonując coraz to bardziej rozmaite akrobacje, od których Maxi i Leon dostawali palpitacji serca.
Ale co ona mogła poradzić? Kochała to i nie mogła z tego zrezygnować. Musiała mieć pieniądze. A gdyby zerwała kontakt ze swoimi rodzicami... straciłaby wszystko, bo bez środków finansowych nie dałaby rady dalej ciągnąć tego wszystkiego.
Chcąc nie chcąc musiała tolerować ich skandaliczne zachowanie, znosić wszystkie przykrości - przecież nieraz powtarzali, że jest najgorszą osobą z ich rodziny, bo interesują ją tylko motory - starać się ignorować kolejne próby przekonania jej do zostania lekarzem i inne tego typu rzeczy.
Ale teraz już miała dość. Wiedziała, że prędzej czy później do nich wróci, że zapomni. Ale w tym momencie? Nie miała ochoty ich więcej widzieć, i najbardziej cieszyłaby się, gdyby znikli z powierzchni ziemi.

Wystukała numer, który zapisany był na kartce. Przyłożyła telefon do ucha, wsłuchała się w sygnał w słuchawce. Po kilku sekundach usłyszała męski głos.
- Tak, słucham?
Odchrząknęła lekko. - Dzień dobry panu. Z tej strony Violetta Castillo.
Przez moment nie usłyszała nic oprócz ciężkiego oddechu swojego rozmówcy.
- Jakoś pani nie kojarzę - odezwał się w końcu. - Może coś więcej?
- Pana córeczka wpadła na mnie na ulicy, całkiem niedawno.
- Ah, już wiem. Violetta Castillo - powtórzył. - To pani dowód znalazłem u siebie w kieszeni, tak? Do tej pory nie wiem, jakim sposobem...
Zaśmiała się i poprawiła włosy lecące jej na twarz.
- Niech się pan nie martwi, jestem roztrzepana. Akurat trzymałam go w ręce, wie pan, policja chodzi ostatnio po Buenos Aires, wtedy mnie zatrzymali. Sam pan rozumie. - Oczami wyobraźni widziała jak kiwa twierdząco głową. - Cóż, chciałam panu podziękować. Wątpię, żebym bez dowodu jakoś sobie poradziła.
- Ma pani rację. - Teraz to on się zaśmiał.
- Chciałabym panu podziękować - rzekła. - Należy się to panu. Miałby pan może ochotę się spotkać? Przez telefon nie za bardzo wypada. Możemy wybrać się do jakiejś kawiarni, co pan na to?
Przez chwilę nie odpowiedział, jakby się zastanawiał. Po sekundzie jednak ponownie usłyszała jego głos.
- Cóż, to dobry pomysł. Kiedy ma pani czas?
- Dzisiaj wieczorem panu pasuje? Akurat nie idę do pracy - zaproponowała.
Mężczyzna zgodził się z nią, zamienili jeszcze między sobą kilka słów, po czym rozłączyli się, a w słuchawce zabrzmiał denerwujący dźwięk zakończonej rozmowy.
Rzuciła telefon na łóżko, westchnęła ciężko i podłożyła sobie poduszkę pod głowę.
Jakiś czas zbierała się w sobie, aby w końcu zadzwonić do tego mężczyzny. Cóż, była z lekka wstydliwą osobą, dlatego musiało minąć trochę czasu, aby wreszcie przełamała się w sobie. Poza tym, ten chłopak wyglądał na miłego, pomógł jej...
Problem tkwił również w jednej rzeczy. A właściwie osobie. Natalia znowu gdzieś zniknęła, oczywiście nie wzięła kluczy ani telefonu, więc Violetta musiała zostać w mieszkaniu. Nie była wredna, kochała swoją siostrę, ale ona często ją denerwowała. A miarka się przebrała, kiedy brunetka weszła do łazienki i zobaczyła całą podłogę zalaną wodą, z rzuconymi gdzieś z boku ręcznikami. No tak. Jej siostra brała prysznic.
Straciła cierpliwość, chwyciła swoją komórkę i nawet nie myśląc nad tym, co robi, wybrała numer mężczyzny, który zwrócił jej dowód. Nie zastanawiała się kiedy złożyła mu propozycję spotkania. Była zdenerwowana na Natalię, a skutkiem tego było to, że za kilka godzin miała się spotkać z nieznajomym mężczyzną.
Z siostrą dogadywała się coraz gorzej. Nie potrafiły znaleźć wspólnego języka, a te chwile, które spędzały razem, i które były naprawdę... przyjemne, zdarzały się naprawdę rzadko; prawie wcale. Violetta musiała przyznać, że tak cholernie mocno kochała swoją siostrę, mimo wszystko... w końcu to była jej jedyna rodzina, znały się od dziecka i nigdy nie rozstawały się na dłuższy czas. Nie wiedziała, dlaczego ta dziewczyna jest dla niej tak oschła, ale obiecała sobie, że kiedyś znajdzie odpowiedź na to pytanie.
Przypadkowe spotkanie z chłopakiem wpłynęło na nią jakoś tak... dziwnie. Jego córka była wspaniałą dziewczynką, trochę wstydliwą, tak samo jak ona. Nie wydawało jej się, żeby odziedziczyła to po ojcu. Leon - takie miał na imię, według jej siostry - nie wyglądał na nieśmiałego chłopaka, co to, to nie.
Ale ona nie mogła wmawiać sobie rzeczy niemożliwych, bo przecież miała chłopaka, była z Lorenzo już od dawna. Tego mężczyznę o włoskich korzeniach kochała, bardzo go kochała i przecież nie mogła tak po prostu go zostawić, nie po tym, co razem przeżyli. Zresztą... jakie "zostawić"? Zachowywała się jak jakaś nienormalna - spotkała jakiegoś chłopaka na ulicy, a w jej głowie już rodzą się nie wiadomo jakie scenariusze, to przecież niemądre.
Odwróciła się na drugi bok, nie przewidziała jednak, że łóżko nie jest takie szerokie jak jej się wydaje, bo spadła z hukiem na podłogę. Jęknęła cicho i rozmasowała obolałe ramię. Skierowała wzrok pod drewnianą ramę swojego posłania. Od razu dostrzegła tam kilka rzeczy, których szukała już od jakiegoś czasu, ale spełzło to na niczym. Sięgnęła ręką do czegoś odbijającego światło wpadające pod łóżko od drugiej strony, a po chwili trzymała w ręce duże zdjęcie w rozmiarze A4.
Fotografia przedstawiała ją i Natalię. Mogły mieć mniej więcej po... siedem, dziesięć lat? Siedziały na drewnianej ławce i obejmowały się; wyglądały naprawdę jak siostry. Na twarzy Violetty widniał szeroki, szczery uśmiech. Czarnowłosa dziewczynka również się uśmiechała, ale już nie tak bardzo jak ta obok niej. Nie pokazała swoich białych ząbków - kąciki jej ust unosiły się lekko ku górze, ale z oczu wyraźnie można było odczytać ból i cierpienie, jak czuła każdego dnia. Nawet wtedy, gdy była dzieckiem.
Podniosła się z podłogi i szybkim krokiem wyszła z pokoju trzaskając drzwiami, bowiem w tym momencie dotarło do niej, że przecież nie bez powodu jej siostra zachowuje się tak, jak się zachowuje. Przecież to równie dobrze mogła być jej wina. Bo nie znała nikogo innego, kto mógłby tak zmienić jej ukochaną Natalkę. 


 
To chyba jakiś rekord, dłużej na rodział nie mogliście czekać. Ale jak już tłumaczyłam, nie mam za wiele czasu i przy komputerze siedzę rzadko, bo wakacje, rodzina, trochę roboty, zawsze jest coś przeciw mnie. Mam tylko nadzieję, że nie będziecie na mnie źli i przeczytacie to z chęcią ;)
Moi kochani, nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział (niemniej, mały szantażyk będzie, ale to pod notką) ani druga część parta na drugim blogu. Jednak właśnie na tym z One Partami może w niedługim czasie pojawić się pewna miniaturka, która od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, muszę ten pomysł tylko spisać w Wordzie :D Ale na to też brakuje mi czasu, mam nadzieję, że znajdę go choć trochę.
Wiecie co? Zapomniałam, ale 14 lipca minęło pół roku bloga. Dziękuję wam za wszystko, ale statystyki wypiszę 14 sierpnia, tak jakby na siedem miesięcy bloga, żeby nie było :P
Ah, no i muszę wspomnieć o Gira mi cancion. Ta nowa płyta jest cudowna, kto się ze mną zgadza? A ja oczywiście kocham Aprendi a decir adios, no bo to śpiewa Lodo/Fran <333 Ale ogólnie wszystkie piosenki są wspaniałe, a ten album to najlepszy taki z Violetty ;))
Jeszcze raz przepraszam za opóźnienie, zapraszam do komentowania.

A zaległości na waszych blogach nadrobię w najbliższym czasie, jak tylko znajdę wolny wieczór czy coś w tym stylu ;))

Kocham was <333

18 KOMENTARZY - ROZDZIAŁ 18 

41 komentarzy:

  1. Haha, pierwsza ;)
    Wiem jestem żałosna bo to nie są żadne wyścigi xD Lecę czytać takie cudeńko !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bum ! Jest kolejny rozdział mojego ukochanego opowiadanie. Jestem taaaka happy ;)
      Olu, nie przepraszaj nas. Nie masz za co. My i tak Cię kochamy i będziemy to opowiadanko czytać. A wracając do tematu-
      17 rozdział. Hmm... co tutaj się działo !
      Pierwsze spotkanie Marcesci. Fran chłodna i wyniosła a Marco jak zwykle kochany. Nie dziwię się Fran. Biedactwo, tyle przeszła ;(
      Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i Fran pozwoli Marci się pokochać.
      Aj, aj Camilla to taka nasza Zosia-samosia ;)
      Broduey chciał jej pomóc a ona co ! Ale i tak. Wreszcie się spotkali. Mówiłam, że to będzie w Paryżu <3
      Boże, jak ja jej zazdroszczę takich wspaniałych przyjaciół. Maxi i Leoś. Zawsze na posterunku, gotowi skopać tyłek każdemu kto skrzywdzi ich Cami. No po prostu mega słodkie ;*
      I na koniec rozmyślania w stylu Violki. Nie powiem, było ciekawie. A ona i Leon idą na randkę ;D I pewnie Lorenzo ich zobaczy i z nią zerwie, ha ! Jestem wróżką ;)
      Biedna Naty. Tak mi jej żal. Maxi noo, leć do niej. Postaw ją na nogi ^^
      I tak kończę ten beznadziejnie krótki komentarz. Ale powtórzę raz jeszcze-
      Olu ty masz tak wielki talent, że to po prostu, zazdrość mnie bierze ! Oddaj trochę, co? Piszesz fenomenalnie, genialnie i w ogóle. A ten part co napisałaś razem z Martą na JSM? Cudowny. Seri. Nic dodać nic ująć.
      Jesteś osobą tak świetną, obdarzoną takim ogromnym talentem, że to aż dech zapiera, kochanie <3333
      kocham,
      Wiki
      PS. Nowa płyta jest cudna, a ja osobiście zakochałam się w " Queen of dance floor" i "Ser quien soy". I oczywiście-
      piosenka Fede i to cudo Rugg'a ;)

      Usuń
    2. Oo, Queen of the dance floor też jest jedną z lepszych, ona jest cudowna <3333
      Bardzo dziękuję za komentarz, kocham cię <3333

      Usuń
  2. Rozdział cudowny. Mam nadzieję, że Fran uda się pokonać strach i pozna lepiej Marco. Powiem Ci szczerze, że strasznie czekam na rozmowę Lu i Fran. Współczuję Cami, ze ma takich rodziców, ale ma rację za dobre słowo chleba nie kupi, bardzo bym chciała by oni zrozumieli Cami i ją wspierali. Viola i Leon umówieni w końcu. Chciałbym, żeby miedzy Violą, a Naty wszystko się ułożyło. Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Jestem wreszcie ! :D
      Poczekałaś sobie... Nie ma co ;p
      Tak czy inaczej Olu chciałabym powiedzieć, że strasznie mi się podobał ten rozdział ^^
      Taka tam Marcesca... Taka tam Leonetta :D
      Serio :D
      Nie mogłam się doczekać aż wreszcie dodasz ten rozdział - pamiętasz moje wybryki? ^^
      Serio, po prostu ten blog stał się takim miejscem, które ostatnimi czasy dodawało mi skrzydeł.
      Jakoś tak... Tu wracała do mnie wena, przychodziły nowe pomysły.
      Serio :D
      I dziękuję Ci za to, bo bez Ciebie nie potrafiabym robić tego co robię.
      I to jest piękne słonko, że stałaś się dla mnie tak ważną osóbką ♥
      Dziękuję za ten rozdział i czekam na kolejne :*
      Buziaki <3 .

      Usuń
    2. Oczywiście, że pamiętam twoje wariacje, jak mogę zapomnieć? XD
      Cieszę się, że w pewnym sensie ci pomogłam ;))
      Dziękuję za komentarz, kocham cię <3333

      Usuń
  4. Cudowny !
    Czekałam i się doczekałam :) Cami zła na rodziców. Czekam na tą akcję z nią Maxim i Leonem hehe :* Proszę, proszę kto tu mi w koncu cos o Leonettcie napisał ;) Umówili się na spotkanie ja już chcę ciąg dalszy ! Piosenki z płyty boskie mi tam najbardziej podoba się „Amor en el aire” ale to już wiesz ;* Boże już zlecił cały miesiąc wakacji ;( Czekam na kolejny rozdział ;***
    Kocham Cię <333

    OdpowiedzUsuń
  5. Mmmmm boskie !
    Co my tu mamy ?
    Franuśke i Marco ja szczerze mówiąc to teraz tak jakoś jestem za Diecescą ...
    No bo od początku nie lubiłam Marcesci to takie strasznie naciągnięte było i przesłodzone ...
    A Diecesca ani trochę taka nie jest :D
    Ale wracając mam nadzieje , że Marco zmieni naszą Fran i zacznie lubić wychodzić ^^
    Cami i Broadway ...
    Ich pierwsze spotkanie no no nawet nawet ... XD
    Choć nie kocham tej pary ...
    Boże mi to się tylko Naxi podoba O.o
    Nie no teraz też Diecesca , ale nie aż tak XD
    Ale dobra co tam na końcu...
    Viola ma się spotkać z Leośkiem ^^
    Uuuuu ciekawe co będzie dalej ...
    Mam nadzieje , że relacje między Violettą i Naty się poprawią :)
    A jeśli chodzi o Gira mi cancion to także kocham Aprendi a decir adios *_*
    Przypadła mi także do gustu Queen the dance floor jest taka rytmiczna XD
    No i nie wiem czemu ,ale też wpadła mi w ucho Underneath it all
    Strasznie podoba mi się jej przesłanie i co ważniejsze sens ...
    No cóż czekam na next <3!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Underneath it all nie podoba mi się tak bardzo jak Supercreativa, sama nie wiem dlaczego XD
      Dziękuję za komentarz <3

      Usuń
  6. Od czego mogłabym zacząć?
    Naprawdę nie powinnaś się przejmować nieco dłuższa nieobecnością.
    Osobiście, niedawno dodałam rozdział, na którzy trzeba było czekać zapewne ponad dwa tygodnie.
    Aczkolwiek teraz nie o mnie, prawda?
    Kochanie, piszesz naprawdę niesamowicie.
    A co my tutaj mamy?
    Camilka i Broadway - nie przepadam za tym połączeniem, ale tu mi się podoba.
    Biedna Natalka. :c
    Kurde, ja chcę już Naxi. Dawaj, no! ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, Olu ♥
    Zawitałam do Ciebie z komentarzem, stosunkowo wcześnie po dodaniu, więc nie powiem - jestem dumna ;D Choć raz, tyle wygrać, hyhy. Rozdział siedemnasty ♥ No, ja nie muszę już mówić, że cudowny i piękny, jak zawsze. Przecież Ty to wiesz. Z każdą napisaną przez Ciebie rzeczą, utwierdzam się w stwierdzeniu, że "Trening czyni mistrza"? Chyba tak. Wiesz, po prostu, z każdą publikacją jesteś coraz lepsza. A nie wiem jak to możliwe, bo już i tak jesteś na wysokim poziomie. Magia! ;D Tak przyjemnie się czyta, patrzy - jak się rozwijasz, widać, że to lubisz, kochasz? A wiesz co jeszcze jest cudowne? To, że mimo braku czasu, strasz się pisać, wciąż. Nie chcesz Nas zawieść. Dziękuje Ci za to :) Przechodząc do wydarzeń...
    Na pierwszy ogień idzie Marco z Francescą. Chciał się z Nią spotkać, czy rzeczywiście tylko ze względu na pytanie o jej samopoczucie, czuł się odpowiedzialny? A może go zauroczyła, zainteresowała? Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, jak będzie w tym wypadku? Na początku była niemiła, ale cóż, czy ktoś lubi mówić o takich rzeczach? Poza tym, kobieta wciąż się boi - bez przerwy, każdego spojrzenia, dotyku... unika go. Może to jemu uda się coś zdziałać? Pożyjemy, zobaczymy ;>
    Co dalej? Camila... Ucieka, chce wrócić do domu? Wydaje mi się, że na wyjeździe stało się coś złego. Moja Edytkowa intuicja podpowiada, że... Chcieli zostać we Francji na stałe, razem z Nią? Jakoś tak... pewnie nie mam racji, ale musiałam to z siebie wyrzucić ;D Jeśli tak, to współczuję jej. Jedna z najgorszych rzeczy to niezrozumienie, brak akceptacji, a zwłaszcza, gdy pochodzi od bliskich. Czy osobą, która jej pomogła jest może Broduey? ;> Jeśli tak, to mam nadzieję na dalsze interakcje...
    I na koniec, Violetta. Umówiła się na spotkanie z Verdasem, aw! Coś się tu kroi, oj, kroi. Ale dobrze, bo czemu nie? ;> Troszkę mi tylko zawadza ten Lorenzo, hmmm. A co do Natalii: Myślę, że Violetta powinna z Nią szczerze pogadać, tak od serca. Przecież widzi, że coś się dzieje. I to nie dobrego ;/
    Dobrze, to by było na tyle. Może nie za długo, ale z serca, wiesz? :) Podziwiam Cię, kochana ;* I czekam na kolejny, naprawdę - czekam,
    Edyta ♥
    PS: Gratuluję pół rocznicy! Troszkę spóźnione, ale jednak ;* Obyś z Nami została jak najdłużej, okej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, postaram się zostać jak najdłużej ;))
      Dziękuję, kocham cię <333

      Usuń
  8. Super rozdział ;**
    Czekam na next <333

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne opowiadanie :) Ja też nie dawno zaczęłam pisać, i jestem taka jakby amatorką ale staram się rozwijać się w pisaniu opowiadań, gdyż na prawdę bardzo to lubię :) Będzie mi ogromnie miło jeśli zajrzycie na mojego bloga, doradzicie i w ogóle ;) A oto link do mojego bloga -> http://violettaniewystarczytylkoistniec.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  10. Świeeeeeeeeeeeetny rozdział ;*******

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj!
    Haha ja dalej wyczekuję Naxi xD
    Cami i Brodi (HAHA) lubię ich. Jakoś pasuje mi to połączenie, gdyż mało jest spotykane w ff.
    Oby Camilę wreszcie ci rodzice zrozumieli. No trochę wyrozumiałości moi drodzy xD
    Liczę na ciąg dalszy, bo piszesz na prawdę genialnie.
    Jak będziesz mogła wpaść będzie mi miło :)
    http://violletta-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. I znowu, genialnie. Czekam na 18.
    pozdrawiam
    Fendi

    OdpowiedzUsuń
  13. To znowu ja ^^ Twój blog został nominowany do Liebster Awards! Szczegóły na moim blogu - przeciwlegle-bieguny.blogspot.com w zakładce " Liebster Blog Award! " :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny rozdział :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten rozdział jest boski ;**
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział jak zwykle genialny ;**
    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń